Wzrost gospodarczy w II kwartale wyniósł 2,8% - tak wygląda średnia prognoza Reutera. To nieznacznie lepiej niż w I kwartale, gdy gospodarka rozwijała się w tempie 2,1%. Czy ekonomiści trafili, dowiemy się w najbliższy poniedziałek.
Kluczową sprawą są inwestycje. Według H. Dmochowskiej, w tym obszarze też nie należy oczekiwać boomu. Przypomnijmy, że w I kwartale dynamika inwestycji niespodziewanie spadła do 1% z 7,4% w IV kwartale ub.r.
Z danych GUS za I półrocze wynika, że łączne nakłady w przedsiębiorstwach zatrudniających powyżej 50 pracowników były o 4,5% większe niż przed rokiem. Tempo wzrostu było jednak wolniejsze niż w I półroczu 2004 r. - Przedsiębiorstwa zainwestowały dokładnie tyle, ile wyniósł ich wynik finansowy netto, a powinny wydawać na ten cel więcej - mówi H. Dmochowska. Wzrost nakładów nastąpił m.in. w budownictwie i w transporcie, a spadek w przetwórstwie przemysłowym i przemyśle spożywczym. Najwyższa dynamika inwestycji była w firmach zatrudniających powyżej 1000 osób, nieco mniejsza w przedsiębiorstwach mających od 50 do 259 pracowników, a w grupie 260-1000 zatrudnionych był spadek nakładów.
Ekonomiści przewidywali, że w I półroczu gospodarka zwolni, bo przed rokiem przeżywaliśmy w tym czasie boom akcesyjny. Wygląda jednak na to, że będą też musieli poważnie zastanowić się nad rewizją prognoz wzrostu PKB w III kwartale.
Na to przynajmniej wskazują lipcowe dane makroekonomiczne. GUS podał wczoraj, że sprzedaż detaliczna była tylko o 5% większa niż przed rokiem. Tak niskiej dynamiki nie spodziewał się żaden z ankietowanych przez PARKIET ekonomistów. Średnia prognoza zakładała wzrost o 7,5%. Kilka dni wcześniej GUS opublikował też zaskakująco słabe wyniki produkcji przemysłowej (wzrost w lipcu zaledwie o 2,6%; analitycy prognozowali średnio 4,3%).