Zgodnie z prawem budowlanym, każda duża budowa infrastrukturalna wymaga powołania niezależnego nadzoru inżynierskiego. Niektóre kontrakty przewidują nawet specjalny audyt dokumentów przygotowywanych przez wykonawcę, a także zarządzanie całym projektem.

Usługi takie wycenia się w zależności od wartości kontraktu - od 1-2% w przypadku małych inwestycji do 3-4% w przypadku większych przedsięwzięć. Firmy konsultingowe mogą zarobić również na projektowaniu - stawki w takim wypadku także wynoszą średnio 2-3% kosztów budowy.

Nie powinno więc dziwić, że w Polsce obecne są już niemal wszystkie światowe biura projektowo-nadzorcze, przyciągnięte wizją dużych rządowych inwestycji. Są więc: brytyjskie Mott MacDonald, WS Atkins i Scott Wilson, niemiecki DHV czy francuska Scetaroute. Obok nich, aktywne na tym polu są polskie biura projektowo-badawcze: Transprojekt Warszawa, Gdańsk, Kraków czy Profil. - Konkurencja jest bardzo duża, tak, że kwoty proponowane przez nas w przetargach są znacznie niższe niż szacunkowe koszty podane przez zleceniodawcę - przyznaje Waldemar Kuryłowicz, konsultant Scott Wilson. Światowi giganci ratują się tym, że do większości zadań wykorzystują polskich specjalistów. Lepiej opłacanych ekspertów centrali ściągają dopiero w ostateczności.

Spore sukcesy w pozyskiwaniu dużych zleceń ma WS Atkins - spółka prowadzi wraz z Polskim Rejestrem Statków nadzór nad wykonaniem umowy koncesyjnej przy budowie autostrady A1 Gdańsk-Grudziądz. WS Atkins monitoruje również budowę A2 między Nowym Tomyślem a Koninem. Scott Wilson wygrał z kolei przetarg na nadzór nad budową A6 przy Szczecinie.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła już kolejne duże przetargi na usługi nadzoru - przy budowie obwodnicy Puław wraz z mostem na Wiśle oraz przy budowie drogi ekspresowej z Elbląga w stronę granicy z Obwodem Kaliningradzkim.