Po spadku w połowie ubiegłego tygodnia do około 62 USD za baryłkę ceny ropy naftowej odrabiały w ostatnich dniach straty, by wczoraj przekroczyć w Nowym Jorku przejściowo 66 USD, a w Londynie 65 USD.

Do zniżki notowań przyczyniły się informacje, że bardzo drogie paliwa płynne hamują wzrost w gospodarce amerykańskiej, gdyż przedsiębiorstwa oraz konsumenci mają do dyspozycji mniej środków na inne wydatki. Pojawiły się też obawy przed spadkiem w USA zapotrzebowania na benzynę w związku z kończącym się tam 5 września letnim sezonem motoryzacyjnym.

Tendencję zniżkową odwróciły doniesienia o przerwaniu wydobycia ropy w Ekwadorze, a także o nieudanym ataku rakietowym na amerykańskie okręty wojenne w jordańskim porcie Akaba. Niepokój wywołała też przerwa w załadunku tego surowca w irackim terminalu naftowym w Basrze ze względu na awarię urządzeń elektrycznych.

Wczoraj za szczególnie niebezpieczny uznano zbliżający się do Zatoki Meksykańskiej huragan, który może sparaliżować w tym regionie wydobycie ropy. Meksyk i Stany Zjednoczone pozyskują tam łącznie 5 mln baryłek dziennie, co stanowi około 6% światowych dostaw. Uspokojenie nastrojów przyniósł jednak dalszy wzrost w zeszłym tygodniu amerykańskich rezerw ropy, o którym poinformował Departament Energetyki.

W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w październiku płacono wczoraj po południu 64,74 USD w porównaniu z 64,65 USD w końcu sesji wtorkowej i 62,56 USD w poprzednią środę.