Udział gotówki w aktywach amerykańskich funduszy akcyjnych spadł w czerwcu (ostatnie dostępne dane Investment Company Institute) do 4%. Dwa ostatnie przypadki równie niskiego udziału płynnych aktywów w tej klasie funduszy miały miejsce w marcu 2000 (4%) oraz maju 1972 roku (3,9%). Zgodnie z tym, czego można by oczekiwać te dwa rekordy poprzedziły dwie największe fale spadku wartości S&P 500, które miały miejsce w tym okresie: między styczniem 1973 i październikiem 1974 indeks ten stracił -48,4%, natomiast pomiędzy marcem 2000 a październikiem 2002 spadek wyniósł 49,2%.
Nie jest to oczywiście argument za kupowaniem akcji w USA. Dynamika zarówno S&P 500, jak i rentowności 5-letnich obligacji skarbowych rządu USA od marca 2003 do teraz wydaje się dokładną kopią zachowania z okresu wrzesień 1998 - lato 2000. Ta analogia sugeruje, że na amerykańskim rynku mamy obecnie do czynienia z rozciągniętą w czasie końcową fazą ożywienia. Spośród wielu sygnałów ostrzegających przed recesją w USA "odwrócona" krzywa rentowności jest powszechnie uważana za najbardziej niezawodną. W ubiegłym tygodniu roczna stopa LIBOR dla USD (4,27%) wspięła się po raz pierwszy od początku 2001 roku powyżej rentowności 10-letnich obligacji (4,17%). Główna stopa FED jest ciągle na znacznie niższym poziomie (3,5%), ale nie wydaje się, że FED może sobie pozwolić na zasygnalizowanie końca fazy zaostrzania polityki pieniężnej dopóty, dopóki ropa naftowa kosztuje 67 USD. za baryłkę. Nawiasem mówiąc, w jednym z ostatnich wystąpień Greenspan uznał, że kształt krzywej rentowności w obecnych warunkach nie jest już wiarygodnym wskaźnikiem, co świadczy o tym, że FED ma zamiar podnosić stopy nadal. Pomimo niespodziewanego skoku w górę takich wskaźników koniunktury jak PMI dla przemysłu w okresie maj-lipiec wszystko wskazuje na to, że następny rok-półtora będzie wyglądało w sposób typowy dla spadkowej fazy "cyklu prezydenckiego". Nie pozwala to na snucie pozytywnych scenariuszy dla akcji, natomiast stwarza potencjalnie korzystne środowisko dla rynku obligacji.