Reklama

Rynek terminowy GPW jest drogi

Maleją opłaty od obrotu kontraktami terminowymi, pobierane przez GPW i KDPW. Mimo to warszawski parkiet jest znacznie droższy niż rozwinięte giełdy terminowe. Przegrywamy nawet z giełdą węgierską. Obniżki powinny być kontynuowane, ale musi się to wiązać z podobną polityką ze strony biur maklerskich.

Publikacja: 27.08.2005 08:17

W tym roku doszło do wyraźnej modyfikacji cennika zarówno po stronie giełdy, jak i po stronie Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. Organizator obrotu podjął decyzje o obniżce opłat dwukrotnie. Pierwsza weszła w życie 1 kwietnia (cena spadła z 3 zł do 2,7 zł dla członków giełdy). Druga zacznie obowiązywać 1 września (nowa opłata została ustalona na 2,5 zł). Łącznie tegoroczna obniżka wynosi więc 16,7%. Na znacznie większy ruch zdecydowała się izba rozliczeniowa, zmniejszając opłatę o 33,3% (z 1,5 zł do 1 zł).

Po 1 września cena jednego kontraktu dla biur maklerskich będzie wynosić 3,5 zł (2,5 zł GPW + 1 zł KDPW). Na początku 2005 r. było to natomiast 4,5 zł. Mimo to nowe ceną wciąż będą bardzo wysokie w porównaniu z innymi rynkami.

Inwestor płaci więcej

Owe 3,5 zł to jednak tylko opłata, jaką uiszczają biura maklerskie (członkowie giełdy) za zawarcie jednego kontraktu. Inwestor ponosi znacznie większy koszt, gdyż dodatkowo musi opłacić biuro, z którego usług korzysta. Teraz prowizje pośredników wahają się od około 7 do 20 zł. Ich relacja w stosunku do opłat pobieranych przez GPW i KDPW wynosi więc od około 200 do 570%. Marża biur maklerskich jest więc dość wysoka, ale nie odbiega od poziomu brokerów obsługujących inne rynki. Jako przykład można podać Interactive Brokers. Według rankingu tygodnika "Barrons", jest to jeden z najtańszych brokerów na świecie. Za kontrakt terminowy np. na niemiecki indeks DAX pobiera 2 euro prowizji (400% opłaty giełdowej, która wynosi 0,5 euro). Warto przy tym zaznaczyć, że na instrumencie tym realizowany jest nieporównywalnie większy wolumen, niż na kontraktach na WIG20, dzięki czemu operujący na tym rynku brokerzy szybciej pokrywają koszty stałe.

Pomieszane role

Reklama
Reklama

Relacja między prowizjami krajowych biur maklerskich a opłatami pobieranymi przez GPW i KDPW kształtuje się na akceptowanym poziomie - oczywiście, jeżeli chodzi o prowizje płacone przez inwestorów indywidualnych. Problem w tym, że na naszym rynku, w przeciwieństwie do dużych giełd terminowych, stanowią oni zdecydowaną większość. Na innych parkietach reguły gry dyktują zazwyczaj inwestorzy instytucjonalni i dzięki temu płacą oni wielokrotnie niższe prowizje. Na GPW ich udział w obrotach jest znikomy i biura maklerskie raczej nie myślą o przygotowywaniu dla nich specjalnych ofert. Musi się to zmienić. Dalszy rozwój rynku terminowego GPW raczej nie będzie już zależeć od inwestorów indywidualnych. Obroty, czy chociaż wolumen zbliżony do światowego poziomu, jeżeli kiedykolwiek uda się osiągnąć, to tylko za sprawą inwestorów instytucjonalnych. Nie ma jednak wątpliwości, że znaczenie tej grupy na rynku terminowym GPW będzie rosnąć.

Mała wartość kontraktu

Problem pojawia się w chwili, kiedy opłaty zarówno ponoszone przez inwestorów, jak i członków giełd odniesiemy do wartości kontraktów terminowych, których dotyczą. Tutaj Warszawa wypada bardzo słabo i raczej nie z winy polityki cenowej brokerów. Opłata, jaką oni będą ponosić z tytułu zawarcia jednego kontraktu po 1 września, to 3,5 zł. Zakładając, że do tego czasu notowania na GPW nie ulegną większym zmianom (kontrakt na WIG20 będzie wart 22 tys. zł), to wspomniany koszt będzie stanowić 0,016% wartości transakcji. W przypadku wspomnianego już kontraktu terminowego na indeks DAX, opłata (0,5 euro) stanowi zaledwie 0,0004% jego wartości (około 121 tys. euro). Jest więc ona 40-krotnie niższa niż na GPW! Aż 75 razy są natomiast tańsze kontrakty terminowe na indeks S&P500, notowane na CME i 20 razy kontrakty na CAC-40.

Przegrywamy w regionie

Okazuje się, że wypadamy gorzej niż Budapest Stock Exchange i Wiener Boerse. Opłaty od kontraktów terminowych na indeks BUX pobierane przez budapeszteńską giełdę i tamtejszą izbę rozliczeniową (KELER) wynoszą razem niecałe 2 zł. W odniesieniu do wartości kontraktu jest to 0,0055%, czyli prawie trzy razy mniej niż na GPW. W Wiedniu natomiast giełda pobiera aż 3,5 euro (14 zł) za kontrakt na indeks ATX. Ten ma jednak znacznie większą wartość (około 130 tys. zł), co ostatecznie sprawia, że udział opłaty w wartości kontraktu jest na GPW o około 50% wyższy niż w Wiedniu.

Na uwagę zasługuje polityka cenowa, stosowana przez węgierski parkiet. Po pierwsze, w zależności od instrumentu giełda stosuje różne stawki. Można przypuszczać, że robi to po to, by lepiej dopasować opłatę do wartości kontraktu. Po drugie, zarówno giełda, jak i izba rozliczeniowa stosują preferencje dla pozycji otwieranych i zamykanych tego samego dnia (day trading). BSE obniża podstawową opłatę o 50%, a KELER o ponad 70%.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama