Spadki amerykańskich indeksów nie zdołały powstrzymać warszawskiego parkietu przed dalszą zwyżką. Szczególnie "strasznie" po piątkowym przebiciu linii szyi na poziomie 4840 wyglądał wykres DAX. Prognozowany z formacji głowy i ramion zasięg spadku wynosił około 120 pkt. Otwarcie frankfurckiego indeksu wypadło niżej z luką i już właściwie w ciągu pierwszych 15 minut DAX osiągnął zakładany poziom. A potem zaczęło się odrabianie strat.

Podobnie jak w piątek, WIG20 nic nie robił sobie ze słabości zarówno DAX, jak i amerykańskich futures. Huragan Katarina, który straszył inwestorów amerykańskich, w Warszawie zdołał zastraszyć wyłącznie... kontrakty terminowe. Te jakby nie dość, że rozciągnęły w piątek bazę do -40 pkt, to spadły jeszcze na otwarciu kolejne kilkanaście. Jak bardzo się pomyliły, świadczy późniejsze kilka godzin.

Indeks otworzył się koło zera. Po trzech kwadransach podskoczył do 2240 pkt. Do godziny 14-tej niewiele zmienił wartość. Ostatnie dwie godziny to wzrost aż do zamknięcia - 2245 pkt. Obrót był tak niski, że mam wrażenie, że strona podażowa gdzieś zniknęła. To już kolejna sesja, na której nastąpiła powolna, nie podparta obrotem zwyżka. Czego się można spodziewać w takiej sytuacji? Kontynuacji ruchu w górę. Byk jest powolny, nieśmiały, ale posuwa się do przodu, a niedźwiedzia całkowicie brak! Na razie. Rynek wygląda na wyprzedany. W tej sytuacji wypada poczekać na wzrost do okolicy 2280 pkt, gdzie znajdują się niedawne szczyty. Być może tam dopiero pojawi się podaż.

Tymczasem czekamy już na ofertę PGNiG i być może to jest przyczyną słabego handlu na parkiecie. Czekamy z tym większą niecierpliwością, że oferta ta może przyciągnąć nowy kapitał na cały rynek, podobnie jak to miało miejsce po emisji PKO BP. Czy stanie się podobnie? Emisja Lotosu nic takiego nie wywołała. Nasze indeksy są już znacznie wyżej, ale kilkumiesięczna skala wzrostu w Warszawie jest mniejsza niż np. w Budapeszcie. Rynek ma nadal potencjał do wzrostu, a co najważniejsze - kapitał, który za nim stoi nie jest krótkoterminowy, spekulacyjny.