Sytuacja na rynku złotego w dalszym ciągu pozostaje niejasna. W poniedziałek euro potaniało o pół grosza, do 4,05 zł, a dolar o 0,8 grosza, do 3,2956 zł. Tym samym nadal nie wiemy, czy rozpoczęta w początkach sierpnia fala wzrostowa złotego przybierze trwalszy charakter, czy też okaże się odreagowaniem wcześniejszego spadku jego wartości. Podane wczoraj dane o wzroście PKB w II kwartale nie skłoniły do odważniejszych decyzji. Stało się tak, gdyż podtrzymały niepewność co do ożywienia gospodarki w II połowie roku. W tej sytuacji poprawne wydaje się założenie, że notowania złotego będą w największym stopniu zależeć od zmian kursu euro wobec dolara.

Tutaj jednak też nie doszło do żadnych rozstrzygnięć. Wykres EUR/USD odbił się w minionym tygodniu od wsparcia w postaci linii trendu biegnącej po lipcowych dołkach. Na razie nie wygląda ono imponująco. Wczorajszy spadek zapowiada kolejny atak na tę barierę. Gdyby okazał się udany, droga do 1,19 stanęłaby otworem. Wtedy coraz bardziej realne stawałoby się to, że ostatnie cztery miesiące roku będą stać pod znakiem wyprzedaży wspólnej waluty. Mogłaby spaść nawet do 1,13 USD.