W środę na rynku kontraktów nastąpiło to, czego można było spodziewać się po wtorkowej sesji - atak na szczyt z pierwszej połowy sierpnia. Licząc w cenach z zamknięcia wypadł on na wysokości 2250 pkt. Wczorajsze notowania przez cały dzień rozgrywały się wokół tej bariery. Ostatecznie nie udało się jej przebić, o czym zadecydował głównie końcowy fixing. Kontrakty straciły podczas niego aż 8 pkt. Stało się tak głównie w wyniku zamykania długich pozycji. Tym samym ich posiadacze dali wyraz braku wiary w możliwość zdobycia tego silnego oporu. Dzisiejsze notowania powinny dać bliższą odpowiedź na pytanie o kondycję byków i perspektywy ponownego ataku na 2250 pkt.
Wydaje się, że będzie on możliwy dopóki futures nie znajdą się poniżej 2217 pkt i nie zasłonią ostatniej luki hossy. Spadek poniżej tego poziomu pobudziłby obawy, że dwudniowa zwyżka nie jest wcale początkiem nowej fali hossy, a może się okazać elementem budowania formacji odwrócenia trendu.
Jaką strategię zatem w takiej sytuacji obrać? Wobec faktu, że wskaźniki podążające za trendem znajdują się wyraźnie poniżej sierpniowych szczytów, można zakładać, że kontrakty nie zdołają przynajmniej w krótkim terminie wybić się wyraźnie ponad 2250 pkt. Stąd uzasadnione byłoby zajęcie niewielkiej (bo inwestujemy w tym przypadku wbrew głównemu trendowi) krótkiej pozycji w okolicy 2250 pkt. Opierając się na średniej zmienności rynku z ostatnich 5 sesji (ATR wynosi 29 pkt) linie obrony można wyznaczyć dla takiej pozycji na poziomie 2295 pkt. Dojście do niego oznaczałoby, że obawy przed tym, że rynek nie będzie w stanie wygenerować nowej fali hossy, były nieuzasadnione. Jednocześnie taką transakcję lepiej przeprowadzić na grudniowej serii, gdyż wrześniowa wygasa za trzy tygodnie, więc przez ten czas będzie musiała zostać zredukowana 30-pkt ujemna baza.