- Uczestniczyłem już w wielu transakcjach, w których mieszkania nabywały podmioty z zagranicy. Były to jednak osoby fizyczne albo spółki celowe przez nie założone. Ale nie spotkałem się jeszcze z funduszami - mówi Bogumił Rutkowski, pośrednik w obrocie nieruchomościami w Knight Frank. Jego zdaniem, największym powodzeniem cieszą się drogie apartamenty w centrach dużych miast, a nabywcami są często osoby z Irlandii i Hiszpanii. - Na własnej skórze doświadczyły dużego wzrostu cen mieszkań w swoich krajach, tego samego spodziewają się na polskim rynku - tłumaczy B. Rutkowski.
Deweloperzy, którzy realizują prestiżowe projekty mieszkaniowe w Warszawie, też nie chwalą się sprzedażą lokali funduszowi. - Nabywcami są osoby indywidualne - zapewnia Ryszard Marciniak, rzecznik Marvipol Development, budowniczego apartamentów Villa Marina. Również Dom Development, twórca luksusowego kompleksu Marina Mokotów, nie informuje o instytucjonalnych kupcach.
Słaby rynek najmu
Dlaczego zagraniczne fundusze nie angażują się na rynku w Polsce, choć czynią to na innych rynkach? - Powód jest prosty: słabe uregulowanie prawne wynajmu w Polsce. Inwestorzy wolą więc nieruchomości komercyjne, które dostają już z najemcą - tłumaczy Jacek Wachowicz, wiceprezes zarejestrowanego w Luksemburgu, a pochodzącego z USA Heitman International. To nie jedyna przyczyna. - Zagraniczni inwestorzy wiedzą, że popyt na mieszkania najszybciej reaguje na koniunkturę gospodarczą w kraju. Jeszcze pamiętając załamanie z końca lat dziewięćdziesiątych, kiedy upadło wielu polskich deweloperów. Być może czekają na rozwój sytuacji - ocenia Agnieszka Jachowicz, dyrektor inwestycyjny Funduszu Rynku Nieruchomości Arka BZ WBK. Oba te podmioty realizują za to inną politykę inwestycyjną: wchodzą kapitałowo w projekty deweloperskie. Heitman wybudował już osiedle w podwarszawskich Ząbkach. Arka - wykupiła niedawno 5 ha gruntów pod kompleks mieszkaniowy w Krakowie.
Nie będą zwlekać wiecznie