Po czterech tygodniach spadków w ostatni poniedziałek rozpoczęła się na Wall Street korekta. Właściwie to do końca nie wiadomo, czy jest to korekta, czy może nowy impuls wzrostowy, a to obecnie podstawowe pytanie nurtujące inwestorów.
Jeżeli spojrzeć na amerykański rynek akcji przez pryzmat fundamentów, a raczej braku zdecydowanej reakcji tego rynku na rekordowe ceny ropy, rosnące stopy procentowe w USA, czy też niszczycielki huragan, jaki nawiedził w ostatnich dniach Stany Zjednoczone, to trzeba powiedzieć, że te cztery tygodnie były raczej korektą. Tym samym nie trudno sobie wyobrazić sytuację, w której ewentualne spadki cen ropy (chociażby nawet korekcyjne), są traktowane jako zbawienie dla gospodarki i powodują masowy powrót na parkiet byków. Tym bardziej, że razem z osuwającymi się w sierpniu indeksami, spadały również obroty.
Z drugiej jednak strony, w opisywanym okresie pojawiło się kilka znaczących sygnałów sprzedaży. W przypadku indeksu technologicznego jest nimi powrót poniżej szczytu z 30 grudnia 2004 roku (2178,3 pkt), przełamana czteromiesięcznej linii trendu wzrostowego, sygnały sprzedaży na podstawowych wskaźnikach, potwierdzona świecowa formacja spadającej gwiazdy na wykresie tygodniowym czy też liczne negatywne dywergencje Nasdaq Composite z tygodniowymi wskaźnikami.
Sytuacja krótkoterminowa na wykresie Nasdaq Composite wskazuje na możliwość dalszej zniżki. Dopiero powrót ponad 2180 pkt, a więc ponad 61,8-proc. zniesienie czterotygodniowych spadków zmieniłoby ten obraz na bardziej przychylny bykom. Póki co technika sprzyja niedźwiedziom. Pierwszym poważnym wsparciem jest poziomu 2100 pkt. Wsparcie tam tworzy układ lokalnego szczytu z 2 czerwca br. (2097,8 pkt.) oraz 38,2% zniesienia Fibonacciego wzrostu 1904,2-2218,1 pkt. Być może też od testu tego poziomu będzie zależała jesienna koniunktura. Przełamanie 2100 pkt. otworzy bowiem drogę do 2020 pkt. Odbicie pozwoli natomiast ponownie myśleć o wzroście do szczytu z początku sierpnia.