Niemal każdy tydzień przynosi wiadomości o rekordowych zyskach spółek znad Zatoki Perskiej lub informacje o kolejnym gigantycznym projekcie budowlanym. Na przykład, miliard dolarów ma kosztować Burj Dubai i po ukończeniu tej inwestycji za cztery lata będzie to najwyższy budynek na świecie - liczący ponad 800 metrów.

Od 1990 r. do ubiegłego roku produkt krajowy brutto Dubaju zwiększył się czterokrotnie, do 27 mld USD. Wartość handlu tranzytowego przechodzącego przez emirat wzrosła w tym okresie o 41%, do 59 mld USD. Niektórzy rządowi urzędnicy jednak ostrzegają: - Niesłychanie szybkie tempo wzrostu, z jakim mamy do czynienia w niektórych emiratach, takich jak Dubaj, źle się skończy - powiedział prezes banku centralnego Zjednoczonych Emiratów Arabskich Sultan bin Nasser al-Suwaidi. Szef banku obawia się przede wszystkim korekty na giełdach, której skutkiem będzie załamanie rynku nieruchomości i zahamowanie wzrostu całej gospodarki. Wzrost ten jest teraz napędzany rządowymi i prywatnymi nakładami na budowę dróg, rezydencji i innych projektów infrastrukturalnych.

Od 2002 r. domy w Dubaju mogą kupować już nie tylko obywatele monarchii znad Zatoki Perskiej. Dwaj najwięksi tamtejsi deweloperzy zbudowali od tego czasu apartamentowce, biurowce i inne budynki o łącznej wartości 2,6 mld USD. W tym i przyszłym roku kwota ta może się podwoić do 5,6 mld USD. U wybrzeży emiratu, kosztem 15 mld USD, powstają trzy wyspy. Na jednej z nich, o szerokości 11 km, wysadzanej palmami, domy kupili już gwiazdorzy angielskiej piłki: David Beckham i Michael Owen. Zapłacili po 2,2 mln USD i przynajmniej dobre sąsiedztwo oraz słońce przez cały rok mają zagwarantowane.

Większość tych inwestycji możliwa jest dzięki rekordowym cenom ropy naftowej. Sześć arabskich monarchii, otaczających Zatokę Perską, odnotuje w tym roku wzrost przychodów z eksportu ropy o 25%, do 250 mld USD. Dubaj wydobywa jednak tylko 160 tys. baryłek ropy dziennie, wobec 2,4 mln baryłek produkowanych przez Zjednoczone Emiraty. Korzysta jednak z tego, że międzynarodowe koncerny zrobiły tam sobie centrum działalności w całym rejonie. Tamtejsze linie lotnicze zapewniają codzienne połączenia z Nowym Jorkiem i Londynem. Koncern Royal Dutch Shell w ciągu ostatnich trzech lat czterokrotnie, do 500 osób, zwiększył liczbę swoich pracowników w Dubaju. Obcokrajowców nie dotyczą tam takie restrykcje, jak w Arabii Saudyjskiej czy Kuwejcie. Na przykład, kobiety mogą prowadzić samochody, dostępny jest alkohol. Ponad 80% liczącej 1,2 mln ludności Dubaju to obywatele innych państw, przede wszystkim Indii, Pakistanu i Filipin. W emiracie pracuje 6 tys. Australijczyków. Nie ma tam podatków dochodowych, a spółki mogą wywozić cały zysk po wniesieniu jednorazowej stałej opłaty raz do roku.

Ciemną stroną tego pustynnego cudu gospodarczego staje się inflacja, jak przy każdym boomie. Ceny towarów i usług rosną o 10% rocznie. W indeksie kosztów życia, obliczanym przez nowojorską firmę Mercer Human Resource Consulting dla 144 miast na całym świecie, Dubaj skoczył w ciągu minionego roku o 10 pozycji, na 75 miejsce. Stał się droższy od Waszyngtonu czy Toronto. Niektórzy obcokrajowcy narzekają i zastanawiają się nad powrotem do domu lub szukaniem innego raju. A konkurencja dla Dubaju rośnie tuż obok. Oddalona o 400 km stolica Kataru Dauha wydaje miliardy petrodolarów na kupno samolotów, budowę dróg i hoteli. Reklamuje się jako raj dla biznesu.