Kolejne maksima notowane przez indeksy na rynkach naszego regionu kontrastują z sytuacją na większości najważniejszych światowych giełd. Zarówno indeksy amerykańskie, jak i te z Europy Zachodniej znajdują się w średnioterminowej konsolidacji. Tyle że stabilizacja notowań w USA trwa już dłużej niż w Europie. Niemiecki DAX i francuski CAC-40 praktycznie stoją w miejscu już od około miesiąca. Tymczasem amerykański S&P 500 znalazł się znowu na poziomie, jaki notowano jeszcze w połowie czerwca. Dodać też trzeba, że indeks ten jest nieco niżej niż w marcu. Tymczasem parkiety europejskie - choć ostatnio trwają w konsolidacji - to jest to konsolidacja
u szczytów hossy.
Nie można jeszcze przesądzić, że S&P 500 nie podejmie próby powrotu do ostatniego szczytu (1245 pkt). Tym samym zbliżyłby się do ważnego długoterminowego oporu w postaci górnej linii rosnącego klina, którego początki sięgają 2003 r. Obecnie przebiega ona nieco powyżej 1250 pkt. Szanse na przebicie tej bariery zmniejszają negatywne dywergencje widoczne na wykresie MACD. Jego ostatnie trzy szczyty położone są na tej samej wysokości, mimo że analogiczne maksima indeksu leżą coraz wyżej.
Od dołu wahania S&P 500 ogranicza dolne ramię wspomnianego klina, znajdujące się w okolicy 1180 pkt. Dodatkowo praktycznie pokrywa się ono z ostatnim dołkiem z końca czerwca (1191 pkt). W konsekwencji w najbliższych tygodniach najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydają się ruchy indeksu w granicach 1180-1250 pkt. Z uwagi na wspomniane dywergencje spodziewać się można, że S&P 500 będzie raczej ciążył do wsparcia niż do oporu.
Uwagę zwraca zdecydowanie odmienna sytuacja techniczna średniej przemysłowej DJIA. W tym przypadku ostatni szczyt (10705 pkt) znajduje się znacznie poniżej tegorocznego maksimum z marca (10 940 pkt). Od końca ub.r. DJIA kreśli formację trójkąta symetrycznego z ramionami przebiegającymi odpowiednio w okolicy 10 250 pkt i 10 650 pkt. Obecnie indeks znajduje się w połowie tego przedziału, co daje równe szanse zarówno na wybicie w górę, jak