Po zetknięciu w trakcie sesji wtorkowej z poziomem 3,9 zł, kurs euro rośnie. Jednak zwyżka nie ma na tyle dużych rozmiarów, żeby zagrażać trendowi spadkowemu, który trwa już prawie dwa miesiące. W tym czasie kurs wspólnej waluty obniżył się z 4,16 zł. W tej chwili wykres znalazł się na "ziemi niczyjej" - poniżej oporu na 4 zł, ale powyżej wsparcia wyznaczanego przez dołek z początku marca w okolicach 3,9 zł.
Za wybiciem dołem, czyli dalszym umocnieniem kursu złotego, przemawia kierunek wcześniejszego trendu. W dalszym ciągu utrzymuje się także pozytywne nastawienie do rynków wschodzących. Dla akcji mocniejszy złoty oznaczać to będzie utrzymanie presji na zyski eksporterów i podrożenie polskich walorów dla graczy zagranicznych. Wobec słabego popytu wewnętrznego taki scenariusz wydaje się dla giełdy niekorzystny. Tylko czy osłabienie złotego, niedługo po tym, jak główne indeksy wyrażone w walutach obcych przebiły wierzchołki z początku roku jest korzystniejsze? Utrzymanie kruchego status quo, czyli trendu bocznego, wydaje się najlepszym rozwiązaniem.