Choć Katrina jest już przeszłością, to właśnie to imię powtarzane było w ubiegłym tygodniu najczęściej. Koszmar ludzi poszkodowanych przez żywioł jest trudny do wyobrażenia dla widowni, która śledzi wydarzenia za pośrednictwem mediów. Wymiar tragedii w kontekście humanitarnym jest właściwie nieokreślony. Żywioł oraz długi czas oczekiwania na pomoc pochłonęły prawdopodobnie tysiące ofiar. Wielokrotnie więcej ludzi pozostało bez środków do życia. Skażenie środowiska jest porażające. Katastrofa ma też oczywiście wymiar bardziej przyziemny - finansowy.
Właśnie skutki finansowe skupiały uwagę inwestorów i analityków. Jakie konsekwencje dla gospodarki będzie miał huragan? Jak mocno ucierpią firmy ubezpieczeniowe zmuszone do wypłaty miliardowych odszkodowań? Ile z nich w związku z tym upadnie? Jak długo skutki huraganu będą odczuwalne na rynku ropy naftowej? Ile wynosi choćby przybliżona kwota strat? Ile będzie kosztować odbudowa zniszczeń i kiedy się zakończy? Jakie kwoty zostaną przeznaczone na pomoc poszkodowanym w powrocie do stanu choćby tylko zbliżonego do tego sprzed pojawienia się żywiołu? Jakie skutki dla budżetu będzie miała pomoc federalna? Jak na to zareaguje Fed? Czy nadal będzie trzymał się ścieżki wzrostu stóp procentowych?
Obdukcja gospodarki
Każdego dnia tygodnia pojawiały się setki prób odpowiedzi na te i wiele innych pytań. Padają liczby, procenty... Trudno orzec, które bardziej wiarygodne, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że ocena szkód w tej chwili jest obarczona bardzo dużym błędem. Niemniej nie przeszkadza to, by każdy chętny zabrał głos w tej sprawie. Wszyscy czują się kompetentni. Sytuacja przypomina trochę konsylium, gdzie setki lekarzy z różnych dziedzin dokonują obdukcji ciężko rannego pacjenta. Przy czym wszyscy mówią równocześnie i w sumie bardzo trudno jest coś z tego zrozumieć, a tym bardziej wyciągnąć wnioski, co do faktycznego stanu zdrowia pacjenta i szans na jego szybkie wyleczenie.
Ocena skutków działania huraganu jest zarówno ważna sama w sobie, ale zyskuje szczególnie na istocie w kontekście pojawiających się wcześniej pewnych oznak spowolnienia tempa aktywności gospodarczej. Istnieje ogólnie zgoda, że o ile sam huragan z pewnością nie pociągnął za sobą aż tak wielkich strat, by wywołać recesję, to przejście żywiołu może być jednym z katalizatorów pogorszenia się sytuacji makroekonomicznej (na razie tylko w krótkim terminie, ale nie wiadomo, czy oznaki spowolnienia nie są sygnałem poważniejszych kłopotów). Gdyby Katrina nawiedziła Stany trzy, cztery miesiące wcześniej tak poważnych obaw by nie było.