Reklama

W oczekiwaniu na emocje

W Stanach Zjednoczonych tydzień upłynął na próbach pozbierania myśli po przejściu Katriny. Tymczasem na warszawskim parkiecie rynek byka trwa w najlepsze. Przewaga popytu jest bezdyskusyjna, a wygląda na to, że szczyt mamy jeszcze przed sobą. Czekam na euforię i gorące emocje. Pod tym względem rynek wydaje się jedynie ciepły.

Publikacja: 12.09.2005 09:51

Choć Katrina jest już przeszłością, to właśnie to imię powtarzane było w ubiegłym tygodniu najczęściej. Koszmar ludzi poszkodowanych przez żywioł jest trudny do wyobrażenia dla widowni, która śledzi wydarzenia za pośrednictwem mediów. Wymiar tragedii w kontekście humanitarnym jest właściwie nieokreślony. Żywioł oraz długi czas oczekiwania na pomoc pochłonęły prawdopodobnie tysiące ofiar. Wielokrotnie więcej ludzi pozostało bez środków do życia. Skażenie środowiska jest porażające. Katastrofa ma też oczywiście wymiar bardziej przyziemny - finansowy.

Właśnie skutki finansowe skupiały uwagę inwestorów i analityków. Jakie konsekwencje dla gospodarki będzie miał huragan? Jak mocno ucierpią firmy ubezpieczeniowe zmuszone do wypłaty miliardowych odszkodowań? Ile z nich w związku z tym upadnie? Jak długo skutki huraganu będą odczuwalne na rynku ropy naftowej? Ile wynosi choćby przybliżona kwota strat? Ile będzie kosztować odbudowa zniszczeń i kiedy się zakończy? Jakie kwoty zostaną przeznaczone na pomoc poszkodowanym w powrocie do stanu choćby tylko zbliżonego do tego sprzed pojawienia się żywiołu? Jakie skutki dla budżetu będzie miała pomoc federalna? Jak na to zareaguje Fed? Czy nadal będzie trzymał się ścieżki wzrostu stóp procentowych?

Obdukcja gospodarki

Każdego dnia tygodnia pojawiały się setki prób odpowiedzi na te i wiele innych pytań. Padają liczby, procenty... Trudno orzec, które bardziej wiarygodne, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że ocena szkód w tej chwili jest obarczona bardzo dużym błędem. Niemniej nie przeszkadza to, by każdy chętny zabrał głos w tej sprawie. Wszyscy czują się kompetentni. Sytuacja przypomina trochę konsylium, gdzie setki lekarzy z różnych dziedzin dokonują obdukcji ciężko rannego pacjenta. Przy czym wszyscy mówią równocześnie i w sumie bardzo trudno jest coś z tego zrozumieć, a tym bardziej wyciągnąć wnioski, co do faktycznego stanu zdrowia pacjenta i szans na jego szybkie wyleczenie.

Ocena skutków działania huraganu jest zarówno ważna sama w sobie, ale zyskuje szczególnie na istocie w kontekście pojawiających się wcześniej pewnych oznak spowolnienia tempa aktywności gospodarczej. Istnieje ogólnie zgoda, że o ile sam huragan z pewnością nie pociągnął za sobą aż tak wielkich strat, by wywołać recesję, to przejście żywiołu może być jednym z katalizatorów pogorszenia się sytuacji makroekonomicznej (na razie tylko w krótkim terminie, ale nie wiadomo, czy oznaki spowolnienia nie są sygnałem poważniejszych kłopotów). Gdyby Katrina nawiedziła Stany trzy, cztery miesiące wcześniej tak poważnych obaw by nie było.

Reklama
Reklama

Nie tak strasznie

Na razie oceny są uspokajające, a nawet część z analityków widzi szansę w "rozbujaniu" gospodarki dzięki odbudowie zniszczeń. Zdaniem sporej ich grupy negatywne skutki huraganu będą odczuwalne w trzecim i czwartym kwartale tego roku (wzrost gospodarczy będzie słabszy o ok. 0,5%), by już na początku 2006 roku wpływać korzystnie na dynamikę PKB, która wg wcześniejszych prognoz miała w tym okresie osłabnąć.

Mamy więc paradoks, bo okazuje się, że huragan świetnie się wpasował w potrzeby gospodarki. Mam obawy, czy nie ma w tych prognozach zbyt dużo czynnika życzeniowego i zaklinania rzeczywistości. Inni takich wątpliwości nie mają i tak analitycy z Lehman Brothers obniżyli prognozę wzrostu amerykańskiego PKB w II połowie br. z 4,5% do 3,8%. Podobny ruch uczynili ekonomiści z Economy.com (redukcja z 4,1% do 3,4%), ale jednocześnie podnieśli poziom oczekiwań co do tempa wzrostu w 2006 roku z 3,6% do 4,3%. Podobnie niewielkich szkód dla całej gospodarki spodziewa się główny ekonomista Standard & Poors, David Wyss. Jego zdaniem początkowe straty będą odrabiane w ramach trwających później prac odbudowy.

Czy Fed zareaguje?

W związku z możliwym spowolnieniem gospodarczym pojawiają się spekulacje, że w czasie najbliższego posiedzenia (20 września) FOMC zdecyduje się przerwać trwającą od miesięcy sekwencję podwyżek stóp procentowych. Liczący na to, że stopy nie zostaną podniesione, są zdania, że Fed zdecyduje się "pomóc" gospodarce, a przynajmniej jej nie przeszkadzać. Jest też duża grupa ekonomistów, którzy uważają, że podwyżki będą kontynuowane. Przyznam, że zaliczam się właśnie do tej drugiej grupy. Wynika to z kilku powodów. Jednym z najważniejszych jest fakt, że zmiany w polityce pieniężnej nie mają natychmiastowego przełożenia na gospodarkę. Tym bardziej jeśli są one czynione małym krokami. Tym samym, brak obniżki niewiele pomoże dynamice wzrostu gospodarczego w III kw, bo ten już właściwie się kończy, ale i nie będzie odczuwalny w ostatnich trzech miesiącach roku. Paradoksalnie, prognozowana poprawa w 2006 roku może pociągać za sobą pojawienie się poważnych napięć inflacyjnych, na które Fed musi reagować zdecydowanie. Nie zapominajmy też o rynku nieruchomości, który nadal jest mocno "nadmuchany". Poza tym polityka pieniężna oddziałuje na całą gospodarkę, tym samym przy podejmowaniu decyzji należy brać pod uwagę całość kraju, a nie tylko sytuację (niezależnie od jej charakteru) jednego regionu.

Wprawdzie oficjalne wskaźniki zmian cen w Stanach nie mają alarmujących wartości, to dane, które mogą wpływać w przyszłości na wielkość inflacji, są przynajmniej niepokojące. W ubiegłym tygodniu opublikowana została dynamika wydajności pracy, a wraz z nią dynamika kosztów zatrudnienia w II kw. Była to rewizja wcześniejszej publikacji i rewelacji nie oczekiwano. Tymczasem dynamika kosztów zatrudnienia wyniosła 2,5%. W porównaniu z rokiem ubiegłym wzrost wyniósł 4,2%. Tym samym okazało się, że koszty zatrudnienia zaliczyły najszybszy wzrost od III kw. 2000 r. Pojawił się zatem kolejny czynnik napięć inflacyjnych. To oczywiście nie wszystko. Ceny surowców są w większości w trendach wzrostowych, co pokazuje wartość indeksu CRB, który niedawno zaliczył wieloletni rekord wychodząc nad poziom ostatniego lokalnego szczytu. Zapewne spory w tym udział miał cały czas wysoki poziom cen ropy naftowej, która w tym tygodniu nieco staniała, ale nie na tyle, by zejść z czołówek serwisów.

Reklama
Reklama

W środę inflacja

Wysoka cena ropy to czynnik, który dotyka niemal wszystkich. Także w Polsce problem wysokiej ceny paliw stał się tematem numer jeden. Na początku tygodnia zrobiło się głośno o zapowiedzi obniżenia akcyzy na benzynę. Z jednej strony dobre i to, choć należy pamiętać, że znacznie większe znaczenie dla gospodarki miałaby obniżka akcyzy na olej napędowy. W związku z tym czynnik wpływu wysokiej ceny ropy na poziom polskiej inflacji nie znika. Jak jest on duży będziemy mieli się okazję przekonać już w tym tygodniu.

Dzisiaj NBP opublikuje dane o bilansie płatniczym za lipiec, w środę Ministerstwo Finansów organizuje przetarg obligacji 20-letnich, a GUS poda właśnie mocno oczekiwane dane o inflacji w sierpniu. Wobec tej publikacji nie można przejść obojętnie. Pamiętamy, że inflacja lipcowa okazała się nieco wyższa od prognoz. Uznano, że na razie nie ma się czym martwić, gdyż jedna jaskółka wiosny nie czyni, tym bardziej, że sama inflacja i tak jest niższa od celu inflacyjnego wyznaczonego przez polski bank centralny. Gdyby okazało się, że i tym razem inflacja nas negatywnie zaskoczy, kwestia skali kolejnych obniżek stóp procentowych będzie stała pod znakiem zapytania. Na razie przynajmniej jedno cięcie o 25 pkt bazowych jest oczekiwane, choć większość analityków jest zdania, że stopy zostaną obniżone najwcześniej w listopadzie. Powszechnie mówi się, że najbliższe posiedzenie RPP nie przyniesie zmian w polityce pieniężnej. Powód? Wybory parlamentarne i prezydenckie.

Indeks CRB FuturesOstatni tydzień doprowadził rynek na nowe szczyty hossy. Kontraktom udało się zaliczyć nowy rekord, a indeksowi brakowało ledwie kilka punktów. Trend jest wzrostowy i nie ma sensu nad tym się zastanawiać. Cały czas otwartym pozostaje pytanie, kiedy ta hossa się skończy? Nie wiem, kiedy się skończy i nawet nie próbuję prognozować. Wychodzę z założenia, że rynek sam pokaże, kiedy popyt zacznie słabnąć. W tej chwili czekam na choćby wstępne oznaki wyczerpywania się potencjału wzrostu. Za jedną z takich oznak można uznać wzrost optymizmu inwestorów. Do tej pory tego nie zauważyłem. Na razie inwestorzy cały są bardzo ostrożni i szukają szczytu. Ten się jednak pojawi dopiero, gdy tych wątpiących będzie niewielu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama