Wyniki subskrypcji akcji PGNiG pokazują, że hossa trwa zarówno na rynku pierwotny, jak i wtórnym. Hossa ograniczona jednak tylko do grupy największych i najbardziej płynnych spółek. Notowania Żywca, jednej z największych spółek na giełdzie, która jednak ma w wolnym obrocie tylko kilka procent wszystkich walorów, stoją w miejscu od czterech miesięcy.
Debiut PGNiG zwiększy uzależnienie poziomu notowań na warszawskiej giełdzie od cen ropy naftowej. Teraz udział w WIG20 spółek związanych z tym surowcem (PKN i MOL) zbliża się do 20% - ale w przyszłym tygodniu, po dołączeniu Lotosu, granicę tę przekroczy. Po debiucie PGNiG może sięgnąć 25%. Żeby tak się stało, ceny ropy muszą utrzymać się na obecnym poziomie, co wcale nie jest takie pewne. Na giełdzie gatunek Brent notowany jest poniżej 62 USD, co oznacza, że doszło do zmiany trendu krótkoterminowego na spadkowy. Ponieważ jednak do zbudowanej formacji podwójnego szczytu inwestorzy nie przywiązują większej wagi (inaczej mielibyśmy trochę badziej dynamiczną wyprzedaż), jej znaczenie prognostyczne jest mniejsze niż to się początkowo wydawało. Takie zachowanie rynku ropy może paradoksalnie zwiększać niepewność wśród inwestorów. Zapewne coraz większa grupa na pytanie, w którym kierunku podążą w najbliższym czasie notowania, jest skłonna odpowiedzieć: nie wiem.
Mierząc natężenie wzrostu rocznymi zmianami WIG20, można stwierdzić, że do stanu euforii jeszcze trochę brakuje. Roczna stopa zwrotu (bez uwzględniania dywidend) w złotych po raz pierwszy w tym roku przekroczył 30% - na szczytach we wrześniu 2003 roku i w kwietniu 2004 wynosiła ponad 60%. W dolarach i euro oscyluje wokół 50% i jest to już wysoki poziom (kilkuletnie maksimum dla stopy w euro wyniosi 51%), który może skłaniać graczy zagranicznych do realizacji zysków.
Cechą charakterystyczną tej hossy są umiarkowane wyceny analityków. Trudno za zapowiedź wyścigu uznać zeszłotygodniową wycenę Pekao przez Merrill Lynch, w której padło 195 zł, w perspektywie 12 miesięcy.