Wyraźny spadek S&P 500 w początkowej fazie wczorajszych notowań zmniejsza szanse na przełamanie tegorocznego szczytu. Sytuacja w dłuższym okresie pozostaje jednak wciąż bardzo niejasna. Ważną wskazówką będzie zachowanie dziennego MACD, który od dołu testuje poziom równowagi. Jeśli nie uda się go przejść i wskaźnik ponowi sygnał sprzedaży, trzeba będzie liczyć się z powrotem spadków. Jednocześnie w dalszej perspektywie wciąż aktualny pozostaje scenariusz oparty na podwójnej negatywnej dywergencji na tygodniowym MACD. Ostrzega ona przed odwróceniem koniunktury na dłuższy czas.
Uwagę zwraca znaczący odpływ środków z funduszy inwestycyjnych lokujących w Stanach Zjednoczonych. Inwestorzy są wyraźnie zniechęceni niskimi stopami zwrotu z ostatnich dwóch lat. W innych regionach świata są one znacznie wyższe. I nie chodzi tu tylko o rynki wschodzące, ale też o wiele dojrzałych parkietów. Przez ostatnie pięć tygodni z funduszy inwestujących w USA odpłynęło ok. 8 mld USD. To jednak do tej pory nie przełożyło się zbytnio na kondycję tamtejszych giełd. Może to oznaczać, że zarządzający traktują odpływ środków jako przejściowe zjawisko i nie redukują pozycji. W takiej sytuacji malałby dalej udział gotówki w portfelach. To jednak nie może trwać przez dłuższy czas. A wobec ostatnich danych wskazujących na spadek stopy oszczędności do ujemnego poziomu w najbliższej perspektywie trudno wskazać czynniki mogące zwiększyć dopływ środków do funduszy lokujących w Ameryce. Jednocześnie gorsza koniunktura na giełdach za oceanem to mniej korzystny klimat wokół innych światowych parkietów.
Bardziej klarowna jest sytuacja na wykresie Nasdaqa. Po nieudanym wybiciu ponad szczyt z przełomu 2004 i 2005 r., jakie nastąpiło w pod koniec lipca, w ostatnich dniach indeks dopełnił ruch powrotny do tego poziomu. Wobec tego jest bardzo prawdopodobne, że kolejne dni przyniosą spadek notowań. Kluczowe wsparcie to ostatni dołek przy 2121 pkt. Spadek poniżej tej bariery wzmocni obawy przed nieudaną końcówką roku na amerykańskich rynkach.