Spółka nie rozpoczęła jeszcze rozmów z bankami. - Jest za wcześnie. Nie jesteśmy przecież w stanie z wyprzedzeniem przewidzieć warunków na rynku. Myślę, że w tym przypadku to będzie rynek klienta - mówi M. Grabarek. Poza 40 mln zł zaliczki, w tym roku nie są przewidziane żadne płatności, podobnie w przyszłym. Kolejne nastąpią dopiero w 2007 r. Kredyty będą uruchamiane w momencie dostawy maszyn. Pierwszą LOT otrzyma w październiku 2008 r.
Prezes zwraca uwagę, że banki biorą pod uwagę m.in. kondycję przewoźnika oraz atrakcyjność przedmiotu zastawu, w tym przypadku nowych maszyn. Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie powinny mieć żadnych wątpliwości - twierdzą przedstawiciele LOT-u. Przyznają, że przy wyborze dostawcy nowych długodystansowych samolotów, spółka brała pod uwagę ich atrakcyjność dla rynków finansowych. Chodzi o to, że boeingi 787 będą produktem standardowym, na który tworzy się duży rynek i który łatwo będzie modyfikować. Innymi słowy, banki będą chętnie pożyczać pieniądze na samoloty cieszące się wzięciem, o wartości rynkowej utrzymującej się długi czas na wysokim poziomie.
Giełda (nie)potrzebna
Czy publiczna oferta LOT-u może być sposobem na częściowe przynajmniej sfinansowanie transakcji? - Nie jesteśmy na takim etapie komunikowania się z rynkiem, by mówić, w jakim konkretnie celu chcemy wejść na giełdę i ile pieniędzy pozyskać. Nad naszą "equity story" (zwykle szczegółowa prezentacja dla inwestorów - red.) pracuje bank inwestycyjny JPMorgan - odpowiada nam prezes Grabarek. Wyjaśnia, że zakup boeingów nie jest w żadnym stopniu uzależniony od pozyskania pieniędzy z giełdy. - Tym bardziej że nasza pozycja finansowa jest dobra. Dodatkowo, doradcy twierdzą, że powinniśmy się skoncentrować na podstawowej działalności, a więc mamy sporo aktywów na sprzedaż. Na pewno jednak nie będziemy mieli kłopotów z uzasadnieniem, po co potrzebujemy giełdy i pieniędzy z emisji - twierdzi.
Przypomina, że po publicznej ofercie w rękach Skarbu Państwa musi pozostać co najmniej 50% plus jedna akcja spółki (teraz jest to ok. 68%). - To oznacza, że możemy podwyższyć kapitał o około 30%. I pozyskać środki w wysokości odpowiadającej 30% wyceny przedsiębiorstwa. Tyle tylko, że jeszcze tej wyceny nie ma - mówi prezes LOT-u.
Firma ma być gotowa do debiutu giełdowego na przełomie roku. Wówczas będzie dysponować wszystkimi dokumentami niezbędnymi do sporządzenia prospektu. Kiedy zadebiutuje na parkiecie? - Spodziewam się, że odpowiedni moment wskaże nam bank inwestycyjny. Kluczowa będzie ocena giełdowej koniunktury - mówi prezes. Czy zazdrości PGNiG udanej subskrypcji? - Chciałbym, żeby nasza była nie mniej udana, ale by odbywała się w lepszej atmosferze - odpowiada. Poza nową emisją przedmiotem oferty LOT-u mogą być akcje należące aktualnie do syndyka Swissaira.