Sesja nie zachwyciła. Obroty mieliśmy najniższe we wrześniu.
Z 381 mln zł aż połowa to dwie spółki - PKN i TPS. Do tego zmiany przez większość sesji były kosmetyczne. Jedynie pierwsze i ostatnie pół godziny trochę rozbujało rynek, choć należy jednocześnie zauważyć, że niewiele odbiegaliśmy od poziomów wtorkowego zamknięcia. Większość inwestorów śledziła wczorajsze polityczne rezygnacje lub zajmowała się przesiadką na grudniową serię kontraktów. Z kolei fundusze wyczekiwały na publikację inflacji pod koniec sesji. Kto miał handlować? Nawet Cimoszewicz nie mógł składać zleceń, bo przecież miał konferencje...
Nadużyciem byłoby po takich notowaniach wyciąganie jakichś przełomowych wniosków. Sierpniowa inflacja też nie odbiegała zbyt mocno od rynkowego konsensusu i zostanie zignorowana z trzech powodów. Po pierwsze już wczoraj komentarze Nieckarza
z RPP osłabiły wymowę tych danych ("miesięczne odchylenia nie są istotne"). Po drugie, inwestorzy nie widzą żadnych zagrożeń ze strony inflacji i wskazówek kolejnych kroków RPP szukać będą chętniej w sferze realnej. Najbliższa okazja dopiero w poniedziałek przy okazji publikacji produkcji przemysłowej. W końcu po trzecie, dane powyżej rynkowego konsensusu w przypadku inflacji są danymi negatywnymi z punktu widzenia rynku akcji, ale trwa bardzo silny trend wzrostowy. Na rynku hossy inwestorzy często widzą tylko dobre informacje, a złe nie przykuwają niczyjej uwagi. Do wywołania fali zakupów obligacji i kolejnego mocnego impulsu na rynku akcji mogła wystarczyć inflacja na poziomie 1,3-1,4%. A do rozczarowania, przy obecnych nastrojach
i apetycie na ryzyko, dane muszą być nie tylko słabsze, ale na tym etapie muszą być fatalne. Na dzisiaj należy zakładać dalszą konsolidację pod szczytami hossy.