Reklama

Powojenne przyspieszenie

Prywatyzacja w krajach byłej Jugosławii przebiegała zazwyczaj inaczej niż w pozostałych państwach Europy Środkowej. Rządy często unikały obcych inwestorów i majątek przekazywały obywatelom. Teraz sytuacja się zmienia: władza chce przyspieszenia prywatyzacji i łaskawiej patrzy na kapitał z zagranicy.

Publikacja: 17.09.2005 08:23

W raporcie PricewaterhouseCoopers na temat ubiegłorocznych przejęć i fuzji trudno znaleźć znaczące prywatyzacje w krajach byłej Jugosławii. Transakcje m.in. w Chorwacji i Słowenii nikną na tle większych sprzedaży w innych państwach regionu. Nie oznacza to, że rządy krajów, wchodzących kiedyś w skład Jugosławii, nie prywatyzują. Przeciwnie. Starają się przyspieszyć proces.

Słoweńcy z rezerwą

Jednym z krajów, w których prywatyzacja przebiegała powoli, jest Słowenia. Powód? Słoweńcy boją się zagranicznych inwestorów i sprzedaży majątku narodowego. W niedawnym referendum aż 49% mieszkańców tego kraju uznało, że cudzoziemcy przejęli już zbyt wiele firm. Warto dodać, że poziom inwestycji zagranicznych jest tam stosunkowo niski. Ponadto Słowenia, która jest - podobnie jak Polska - od 1,5 roku członkiem Unii Europejskiej, boryka się z innymi problemami, np. korupcją. To spowalnia prywatyzację.

Przejawem obaw przed obcym kapitałem jest ogłoszony w maju br. plan konsolidacji w sektorze finansowym. Minister finansów Słowenii Andrej Bajuk zapowiedział scalenie kontrolowanej przez państwo części słoweńskiego sektora finansowego. Nova Ljubljanska Banka ma połączyć się z Triglav Financna Druzba i skupić uwagę na obsłudze przedsiębiorstw. Nova Kreditna Banka utworzy grupę wspólnie z ubezpieczycielem Zavarovalnica Maribor i firmą reasekuracyjną Pazavarovalnica Sava. Jej celem będzie obsługa klientów indywidualnych. Akcje obu instytucji mają być sprzedane w ofertach publicznych.

Warto przypomnieć, że na początku lat 90. Słowenia, która wtedy odzyskała niepodległość, była jednym z liderów procesu transformacji w Europie Środkowowschodniej. - Zmiany, jakie tu nastąpiły w ciągu ostatnich lat, były wyjątkowe na skalę światową - ocenia Grażyna Chorążykiewicz, radca Wydziału Ekonomiczno-Handlowego polskiej ambasady w Lublanie.

Reklama
Reklama

W pierwszym etapie przekształceń własnościowych (lata 1993-1998) przedsiębiorstwa prywatyzowano przez bezpłatne przekazywanie oraz wykup akcji przez byłych i obecnych pracowników. W transformacji brali udział wszyscy obywatele, którzy skończyli 18 lat. Otrzymali bezpłatnie prawo do nabycia akcji przedsiębiorstw w formie certyfikatów, których wartość była uzależniona od wieku uprawnionego. Proces objął m.in. takie przedsiębiorstwa, jak koncern Gorenje, spółki Elektronika i Elan. Z każdej prywatyzacji 20% akcji trafiało do dwóch należących do skarbu państwa funduszy: reprywatyzacji i ubezpieczeń społecznych - KAD i SOD. Wspomagały one sprzedaż udziałów państwowych spółek. Dziś mają akcje 347 przedsiębiorstw, z których większość (ok. 90%) to spółki notowane na giełdzie w Lublanie.

Drugi etap prywatyzacji rozpoczął się w 2001 roku. Polega na sprzedaży udziałów skarbu państwa w wybranych spółkach według metody case by case. Słoweński rząd chce jednak zachować dla siebie co najmniej 25% akcji w każdym z tych przedsiębiorstw. Chodzi o to, aby miał możliwość blokowania niekorzystnych - w opinii władz - zmian w spółkach. W pierwszym roku tej prywatyzacji na nowych właścicieli czekało 28 firm, przede wszystkim z sektora elektroenergetycznego, stalowego i finansowego.

W 2001 r. rozpoczęto największą słoweńską prywatyzację: sprzedaż części akcji należącego do skarbu państwa największego banku - NLB. Inwestorem strategicznym został belgijski KBC, który za 433 mln euro kupił 34% akcji. Kolejne 5% akcji objął EBOR oraz inwestorzy instytucjonalni, w tym fundusze KAD i SOD. Rząd w Lublanie pozostawił sobie ok. 26%.

Inną znaczącą prywatyzacją była sprzedaż producenta farmaceutyków - spółki LEK. Jej nowym właścicielem został w 2003 roku koncern Novartis.

Slovenske Železnice

czekają na chętnych

Reklama
Reklama

Na prywatyzację czeka jeszcze sporo słoweńskich przedsiębiorstw, wiele z nich jest własnością drobnych inwestorów i państwowych funduszy. Lista firm, jakie przeznaczono do prywatyzacji w latach 2004-2005, liczy łącznie 24 spółki. Największe z nich to: kolejowa firma Slovenske Železnice, jeden z czołowych słoweńskich banków Nova KBM, portowe przedsiębiorstwo logistyczno-transportowe Luka Koper, krajowy operator telekomunikacyjny Telecom Slovenije, przedsiębiorstwo DDC (projektowanie dróg i budownictwo przemysłowe), petrochemiczna spółka Nafta Lendava, producent materiałów budowlanych RSCM-Gradbeni Materiali oraz elektrownia cieplna TE Toplarna.

Nowy słoweński rząd, który działa od listopada 2004 roku, zadeklarował przyspieszenie sprzedaży majątku państwowego. Na razie jedynym tego przejawem jest wymiana zarządów i rad nadzorczych poszczególnych firm. Poszukiwania inwestorów dla spółek, które miałyby być sprywatyzowane przed końcem 2005 roku - łagodnie rzecz ujmując - nie idą łatwo.

Próba prywatyzacji spółek wchodzących w skład koncernu Slovenske Železnice nie dała żadnego efektu. Przyczyną są trudności w wycenie składników majątku. Ogłoszono również przetarg na sprzedaż banku Nova KBM, ale z powodu niezadowalających wyników prywatyzację odłożono. Zaplanowana na ten rok sprzedaż spółki TE Toplarna też nie dojdzie do skutku. Innych spółek również.

Chorwacja odbudowała

zaufanie rynków

Choć słoweńskie spółki mogą być atrakcyjne dla zagranicznych inwestorów, większym zainteresowaniem obcego kapitału cieszą się firmy z innych krajów byłej Jugosławii, nie należących jeszcze do UE. Na pierwszym miejscu jest Chorwacja, która najpewniej będzie kolejnym bałkańskim państwem, które wejdzie do Unii.

Reklama
Reklama

Chorwacja ma być jednym z dwóch nowych (obok Rumunii) kierunków inwestowania np. dla Parvest Converging Europe, francuskiego funduszu należącego do BNP Paribas. Chorwację, ale i Słowenię, Serbię oraz Bośnię i Hercegowinę wymienia w planach inwestycyjnych koncern Česke Energetické Závody. ČEZ myśli o w przejęciach, w tym także prywatyzacjach sektora energetycznego w tych krajach. W połowie roku dyrektor generalny czeskiej grupy Martin Roman zapowiedział, że jego firma w ciągu najbliższych czterech lat przeznaczy na zakupy w naszym regionie niebagatelną sumę 5 mld euro.

Zainteresowanie Chorwacją to efekt kilkuletnich starań rządu w Zagrzebiu. Zaufanie międzynarodowego rynku kapitałowego do Chorwacji zostało nadszarpnięte podczas wojny na Bałkanach. Jej skutki chorwacka gospodarka bezpośrednio lub pośrednio odczuwała niemal od początku lat 90. Chorwaci chcieli przyciągnąć do siebie zagraniczny kapitał i już pod koniec ubiegłej dekady wystawili na sprzedaż cenne państwowe aktywa. Na pierwszy ogień poszedł koncern telekomunikacyjny HT. Pod młotek poszły też: Privredna Banka Zagreb i Splitska Banka, towarzystwo ubezpieczeniowe Croatia Osiguranje, naftowo-gazowy koncern Industrija Nafte (INA) oraz potentat energetyczny Hrvatska Elektroprivreda.

Przyspieszenie po serbsku

Drugim, obok Chorwacji, krajem byłej Jugosławii, o którym coraz częściej myślą zagraniczni inwestorzy, jest Serbia. Prywatyzacja w tym kraju zwolniła tempo po objęciu władzy przez nową ekipę rządową (wiosna ub.r.). Zakwestionowano wówczas część rozpoczętych procesów prywatyzacyjnych jako niezgodnych z prawem. Pod koniec 2004 r. serbska agencja ds. prywatyzacji zapowiedziała jednak, że chce zdynamizować proces sprzedaży państwowego mienia w prywatne ręce. Jak poinformował wychodzący w Belgradzie dziennik "Vecerne Novostii", w szybkim tempie dojdzie do wyceny i wystawienia na sprzedaż ok. 200 państwowych średnich i małych przedsiębiorstw.

Państwu zależy na pozyskaniu dużych inwestorów - zarówno branżowych, jak i finansowych. Dlatego zachęca drobnych akcjonariuszy - najczęściej byłych i obecnych pracowników - sprywatyzowanych częściowo firm, (takich, w których rząd ma powyżej 30% akcji) do jednoczenia się. Mieliby oni łączyć swoje pakiety akcji, aby uzyskać za nie lepszą cenę.

Reklama
Reklama

Serbia szuka też nowych właścicieli dla kilkunastu dużych firm państwowych. Na liście spółek przeznaczonych pod młotek znalazły się m.in. trzy największe serbskie browary: w BeZapowiadana jest także prywatyzacja największego tamtejszego producenta wody mineralnej. Na energetyczny rynek Serbii łakomie spogląda już czeski ČEZ, a bankom przyglądają się potencjalni inwestorzy z kilku krajów. Dwa tygodnie temu własnością austriackiego Erste Banku, największego pod względem aktywów banku w Europie Środkowej, stała się Novosadska Banka. Austriacy za 73,2 mln euro przejęli 83,3% udziałów w serbskim banku. Erste Bank ma zresztą ugruntowaną pozycję w jednym z krajów byłej Jugosławii - w Chorwacji. Erste Bank, wchodząc do Serbii, idzie w ślady innego austriackiego banku - BACA. Jeszcze pod koniec ub.r. Bank Austria Creditanstalt kupił serbski Eksimbanka. To dalszy etap środkowoeuropejskiej ekspansji austriackiej spółki, notowanej na giełdach w Wiedniu i Warszawie.

Eksimbanka to średniej wielkości bank. Pod względem wartości aktywów - 144 mln euro - jest dopiero na 12. miejscu na tamtejszym rynku. Jednak dla BACA, który nie podał ceny, za jaką przejmuje Eksimbanka, transakcja ta wygląda obiecująco. W Serbii prowadzi już działalność właściciel BACA - monachijski bank HVB Group. Jeśli należący do niego HVB Bank Serbia, działający w sąsiedniej Czarnogórze, połączy siły z Eksimbanka, Niemcy będą mieli 5,3-proc. udział w tamtejszym sektorze bankowym (będzie to piąta pozycja na rynku).

W kwietniu br. ofertę kupna większościowego pakietu (99,89%) akcji serbskiej Niska Banki złożyła największa instytucja finansowa na Węgrzech - OTP Bank. Rząd w Belgradzie wystawił na sprzedaż Niska Banki. Serbia jest zresztą (obok Rumunii i Ukrainy), jednym z priorytetowych kierunków ekspansji węgierskiego potentata bankowego. Wcześniej OTP Bank przejął już spółki m.in. w Chorwacji.

Także inni węgierscy inwestorzy chcą zaistnieć w Serbii. Tamtejsze firmy znalazły się na celowniku Magyar Telecom, niedawnego monopolisty rynku telekomunikacyjnego Węgier, dziś spółki z grupy Deutsche Telekom.

- Rozwój przez przejęcia za granicą to dla nas priorytet. Na Węgrzech popyt na nasze usługi praktycznie już nie rośnie - stwierdził prezes węgierskiego telekomu Elek Straub. Na zagraniczną ekspansję węgierskiej spółki naciska jej niemiecki właściciel, dla którego to dobry sposób podboju ryzykownych, ale szybko rozwijających się nowych rynków telekomunikacyjnych w Europie.

Reklama
Reklama

Reszta byłej Jugosławii

też wabi

Magyar Telecom już rozpoczął ekspansję na Bałkany. Kilka lat temu wydał 790 mln euro na zakup większościowych udziałów w dwóch koncernach telekomunikacyjnych w regionie. W 2000 r. przejął macedońską spółkę MakTel. W styczniu br. poinformował zaś, że za 114 mln euro kupi większościowy udział w monopoliście telekomunikacyjnym na czarnogórskim rynku - Telekom Crne Gore.

Mniejsze kraje byłej Jugosławii przyciągają też inwestorów z zupełnie innych branż. Rosyjski Łukoil wkroczył do Macedonii: kupił bazę paliw w mieście Štip w centralnej części kraju i dostarcza swoje produkty naftowe na tamtejszy rynek. Czeski ČEZ złożył ofertę w przetargu na elektrownię i kopalnię węgla w Czarnogórze, szykuje się do udziału w przetargu na elektrownię i spółkę dystrybucyjną w Macedonii. Ciekawią go także spółki energetyczne z Bośni i Hercegowiny. Z kolei koncern Mittal Steel kupił prywatyzowaną hutę BH Steel w Zenicy w Bośni (obecnie zakład nazywa się Mittal Steel Zenica).

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama