Grudniowa seria kontraktów terminowych na indeks WIG20 rozpoczęła wczorajszą sesję na poziomie 2436 pkt. Po południu kontrakty wzrosły do 2468 pkt, tym samym wyrównując rekordowy poziom z 27 marca 2000 r. na wykresie kontynuacyjnym. Ostatnie godziny sesji należały już jednak do niedźwiedzi. Gorsza końcówka to głównie efekt odbicia od historycznego szczytu i obaw z tym związanych. Ostatecznie rynek terminowy zakończył tydzień na poziomie 2446 pkt.

Na wykresie dziennym FW20Z5 została wyrysowana formacja spadającej gwiazdy. Zważywszy że zarówno krótkoterminowe, jak i średnioterminowe oscylatory sugerują duże wykupienie rynku, więc formacja ta może stać się elementem odwrócenia trendu. Na razie jednak jest to tylko teoretyczne założenie. Teza ta zyskałaby na wiarygodności, gdyby spełnione zostały przynajmniej dwa warunki. Mianowicie, gdyby w poniedziałek niedźwiedziom udało się potwierdzić tę formację długą czarną świecą. Jak również wtedy, gdyby na wykresie dziennym indeksu dużych spółek również został wygenerowany, nie budzący wątpliwości, sygnał sprzedaży. Wówczas można rozważać możliwość głębszej korekty. Jednak nie wcześniej.

Wykres tygodniowy kontraktów potwierdza wnioski płynące z analizy dziennego. Duże wykupienie i bliskość szczytu z 2000 r. to jedyne argumenty przemawiające za końcem wzrostu. To zbyt mało nie tylko, żeby otwierać krótkie pozycje, ale nawet żeby redukować długie. Wszystkie inne elementy wskazują na kontynuację hossy w Warszawie. Co nie oznacza oczywiście, że jej koniec nie jest bliski. Być może nawet piątkowe maksima będą najwyższym poziomem na przestrzeni kolejnych 5 lat. Jednak zamiast wyszukiwać szczyty indeksu, lepiej inwestować zgodnie z trendem. Na razie trend jest wzrostowy.