Koniec dramatu, czas przekuć go na zyski. Takie podejście mają amerykańscy analitycy, którzy oczekują, że sporo giełdowych spółek zarobi na odbudowie zniszczonej przez huragan Katrina infrastruktury na południu USA. Dlatego najprawdopodobniej wkrótce prognozy wyników wielu firm pójdą w górę, co może pomóc giełdowej koniunkturze.

Po obietnicach złożonych w czwartek przez prezydenta Busha, wśród których znalazła się zapowiedź udzielenia firmom z terenu objętego zniszczeniami specjalnych ulg podatkowych, pożyczek i gwarancji kredytowych, mających pomóc w tworzeniu etatów, piątkowa sesja na Wall Street zaczęła się w dobrych nastrojach. Sporo drożały m.in. akcje firmy Luisiana-Pacific, produkującej płyty wiórowe, której produkty powinny się teraz cieszyć nadzwyczajnym popytem.

Z innych powodów kupowano akcje Intela i innych spółek z branży półprzewodników - bo największy producent procesorów uzyskał lepszą rekomendację od analityków CSFB ("neutralnie" zamiast "poniżej rynku"). Z tej samej przyczyny ("kupuj" zamiast "trzymaj" od Deutsche Banku) wyraźnie w górę szły też papiery koncernu ExxonMobil.

Do 22.00 indeks Dow Jones zyskał 0,76%, a Nasdaq Composite 0,62%. Obroty w Nowym Jorku były wyższe niż zwykle, ponieważ piątek był dniem wygasania kontraktów i opcji na S&P 500. Ponadto od następnej sesji zmienia się kalkulacja indeksu (będzie brany pod uwagę free-float spółek) i część zarządzających już przystąpiła do przetasowywania akcji w swoich portfelach.

W Europie przede wszystkim obserwowano zachowanie rynku w Niemczech, gdzie w niedzielę odbędą się wybory parlamentarne. Po ukazaniu się sondażu, który pokazał, że obiecująca reformy chadecja (CDU/CSU) może liczyć na większą, niż wskazywały wcześniejsze badania, przewagę nad socjaldemokratami obecnego kanclerza Gerharda Schroedera (SPD), nietrudno było przewidzieć, że akcje pójdą w górę. Na ostatniej sesji przed wyborami DAX zyskał aż 1,64%. We Francji i Wielkiej Brytanii wzrosty był umiarkowany. FTSE-100 poszedł w górę o 0,45%, a CAC-40 o 0,67%.