- Chcemy zapewnić wszystkich, że będziemy w stanie dostarczyć dodatkowe ilości ropy, aby ustabilizować rynek - mówił przed spotkanieniem prezes kartelu szejk Ahmad Fahad Al-Ahmad Al-Sabah. Zarówno eksperci, jak i politycy krajów OPEC zgodnie jednak przyznają, że nawet dwuprocentowe zwiększenie wydobycia nie wpłynie zasadniczo na sytuację na rynku. Podstawowym problemem zarówno w Europie, jak i USA jest bowiem podaż gotowych produktów ropopochodnych. Pojawienie się na rynku nowego surowca nie wpłynie bezpośrednio na zwiększenie dostaw paliw, bo rafinerie nie będą w stanie przerobić dodatkowej ropy.

Wiadomości o obradach OPEC nie wpłynęły na ceny ropy naftowej. Rynek reagował przede wszystkim na doniesienia o kolejnym froncie tropikalnym Rita, który może po raz kolejny zakłócić wydobycie ropy w rejonie Zatoki Meksykańskiej. Na nowojorskim rynku NYMEX za baryłkę surowca trzeba było płacić w poniedziałek o 1,8% więcej niż w piątek.

Nawet bez Rity przywrócenie pełnych możliwości wydobywczych w Zatoce Meksykańskiej zajmie wiele tygodni. Według Johnnie Burton, szefowej Biura ds. Eksploatacji Surowców Mineralnych w amerykańskim Departamencie Spraw Wewnętrznych, powrót do poziomu 90% wydobycia sprzed huraganu Katrina zajmie jeszcze 30-40 dni. To nie koniec kłopotów, bo wydobytej ropy nie będzie można przerabiać. Według Departamentu Energetyki, na długie miesiące zostały unieruchomione cztery wielkie rafinerie: Chevronu w Pascagoula (stan Missisipi - możliwość przerobu 325 tys. baryłek dziennie), ConocoPhillips w Bell Chase (Luizjana - 247 tys. baryłek), koncernu Exxon Mobil w Chalmette (Luizjana - 187 baryłek, oraz Murphy Oil w Meraux (Luizjana - 120 tys. baryłek). Wszystkie pozostałe zakłady przetwórcze pracują pełną parą i nie są w stanie przyjąć dodatkowego surowca. Amerykańskie rafinerie przerabiają obecnie prawie o milion baryłek ropy dziennie mniej niż przed huraganem.