Sytuacja ani o jotę nie uległa zmianie. Dalej trwa szturm za-

chodniego kapitału na warszawski parkiet i inwestorzy koncentrują się tylko na dobrych wiadomościach. Taką na pewno była ujawniona rano pozytywna rekomendacja Merrill Lynch dla TPS. To dało silny impuls do wzrostu i przełożyło się na szerszy rynek. Oczywiście, można się zastanawiać, czy sama rekomendacja powinna wywołać taką reakcję. Spółka taka jak TPS prześwietlona jest przecież z każdej strony i wszyscy doskonale znają jej wartość fundamentalną. Ale to nie fundamenty teraz ustalają kursy na giełdzie. Bykom nie trzeba dobrej koniunktury w gospodarce, a potrzebne są jedynie dobre nastroje. Takie rekomendacje najlepiej je kreują

Z tej spirali wzrostu robi się powoli błędne koło, tym bardziej że nie wchodzimy w żadną euforię, ale całą sesję indeksy wspinają się systematycznie powoli do góry. Takie zachowanie potwierdza tylko siłę popytu. Rolę liderów po kolei przejmują poszczególne spółki. Dodatkowo optymizm nakręcały oczekiwania na pokonanie historycznych szczytów WIG20. Wiadomo było, że to musi przełożyć się na świetne nastroje na kolejnej sesji i wszyscy chcieli to wyprzedzić. Serwisy podchwycą temat, który trafi też na czołówki wtorkowych gazet. Jakby tego było mało, do grona optymistów (późno) dołączył Citigroup zalecający "przeważanie w portfelu" polskich akcji.

Proszę nie pytać, kiedy skończy się ta euforia. Inwestorzy przestali racjonalnie podchodzić do zmian kursów większości spółek. Rynkowe równanie wygląda teraz tak, że wszystko, co duże i płynne, natychmiast jest "zielone". Jedyne co można robić na takim rynku, to zacisnąć zęby, za bardzo nie kombinować

i dalej trzymać się tak silnego trendu, zdając sobie jednocześnie sprawę, w jak niebezpiecznej rozgrywce bierzemy udział.