We wrześniu znacznie się zwiększyły się obroty, w ostatnich dniach wzrosła zmienność notowań. To skłania do zastanowienia, czy na rynku nie szykuje się jakieś większe przesilenie. Biorąc pod uwagę długość zapoczątkowanej w połowie maja fali wzrostowej na wykresie WIG20 (37%) to już najwyższa pora na korektę. W bardzo podobnych warunkach rynkowych (skok zmienności + wzrost obrotów) rozpoczął się spadek pod koniec lutego. Wtedy otrzymaliśmy też jednak sygnał z wykresu świecowego w postaci formacji objęcia bessy. Tym razem nic takiego na wykresie nie pojawiło się. Nie zostało też przełamane żadne ważne wsparcie, które mogłoby świadczyć o tym, że podaż rośnie w siłę. Najbliższe stanowi wzrostowa linia trendu, znajdująca się w tej chwili na 2350 pkt.
Ze względu na wąską grupę spółek, która utrzymuje rynek w trendzie wzrostowym, wciąż nasuwają się porównania obecnej sytuacji z końcówką hossy internetowej. Zwróciłbym uwagę, że przed ponad pięcioma laty od momentu wzrostu obrotów i zmienności do ukształtowania szczytu, minęły ponad dwa miesiące. Dodatkowo zanim rozpoczęła się wyprzedaż WIG20 przez miesiąc znajdował się w trendzie bocznym. W tej sytuacji jedynym uzasadnionym działaniem wydaje się dopasowanie zaangażowania na rynku do zmieniających się warunków.
Brakuje na razie sygnałów, które wskazywałyby na zmianę relacji pomiędzy poszczególnymi grupami firm. Mimo że na wczorajszej sesji doszło do dość rzadkiego w ostatnim czasie wydarzenia, tj. jednoczesnego spadku WIG20 i wzrostu WIRR, to jednak siła relatywna mierząca wzajemne zachowanie obydwu indeksów w dalszym ciągu pokazuje przewagę dużych firm nad małymi. Także średnie przedsiębiorstwa, reprezentowane przez MIDWIG, pozostają w tyle.
Najbliższe dwie sesje zapowiadają się mniej emocjonująco. Duża część inwestorów czeka bowiem na dwa wydarzenia: piątkowy debiut PGNiG i wynik niedzielnych wyborów. Szczególnie że pewne, wydawałoby się, zwycięstwo rynkowych faworytów, stanęło nagle pod znakiem zapytania.