Dwa dni po wyborach, w wyniku których do Sejmu weszło pięć partii populistyczno-radykalnych i jedna tylko prorynkowa, WIG20 ustanowił rekord wszech czasów. To znak, że inwestorzy zagraniczni nie bawią się w żadne finezyjne analizy, ale po prostu kupują akcje. Odpowiedź na pytanie, jak długo utrzyma się ten stan, nie jest prosta. Na zmianę sytuacji systematycznie "pracuje" rosnąca rentowność amerykańskich obligacji. Wczoraj, w przypadku papierów 10-letnich, wzrosła w pewnym momencie do 4,31% i była najwyższa od półtora miesiąca. Jednocześnie dochodowość 10-letnich papierów skarbowych rządu RP wynosi 4,54%. Wprawdzie za sprawą wyższej inflacji w USA różnica w rentowności realnej jest dużo większa niż 23 pb., ale byłoby rzeczą osobliwą nawet, gdyby dochodowość nominalna polskich obligacji stała się niższa. Szczególnie w obliczu rosnącego dolara lokata w amerykańskie papiery skarbowe staje się coraz bardziej atrakcyjna i stanowi coraz poważniejsze zagrożenie dla rynków wschodzących. Te na razie nic sobie z tego nie robią.
W porównaniu ze stanem sprzed wyborów na naszym rynku warto odnotować przynajmniej jedną istotną zmianę. Oto do gry giełdowej coraz liczniej włączają się inwestorzy indywidualni. Dowodem na taki stan rzeczy jest rosnąca wartość WIRR i Indeksu Cenowego wyliczanego przez Parkiet. Ten pierwszy umocnił się wczoraj ponad wierzchołkiem z początku sierpnia i ma najwyższą wartość od 8 marca. Drugi poprawił rekord wszech czasów z 7 lutego. Dodając do tego jeszcze rosnącą zmienność rynku, mamy poważne sygnały, ostrzegające przed zbliżającym się stanem euforii. W tej sytuacji uzasadnione wydaje się ograniczenie pozycji, choć wobec głośnych sygnałów zadowolenia ze strony byków jest to psychologicznie dość trudne. Szczególnie kiedy zyskami z lokat na rynku kapitałowym mogą pochwalić się spółki (Próchnik), które kojarzą się przede wszystkim z permanentnymi stratami z podstawowej działalności, wydawałoby się odległej o lata świetlne od inwestowania.