Kolejny raz sesja przebiegała pod dyktando wydarzeń na rynku węgierskim. Sytuacja to trochę mało komfortowa, bo jak pokazała środowa sesja, kluczowe znaczenie mają w tym momencie nie powyborcze wydarzenia w Polsce, ale wypowiedzi węgierskiego ministra finansów. Dzisiejsze ekstrema na kontraktach też ustalały poranne fluktuacje BUX.
Należy w tym miejscu zauważyć, że poziom węgierskiego indeksu wyznaczają praktycznie tylko cztery spółki, a obroty generują głównie zagraniczne fundusze. Taka sytuacja często powoduje znaczące zwiększenie zmienności, a nasz rynek stara się to ślepo naśladować. WIG20 z reguły nie zdąży, ale na kontraktach decyzje podejmowane są szybciej. Efekt tego taki, że od początku września mamy istne szaleństwo na bazie. W poprzednich miesiącach szaleństwo polegało na utrzymywaniu ekstremalnie ujemnej bazy, a w tym polega na jej ekstremalnej zmienności. W połowie września baza wynosiła już + 10 pkt by za dwie sesje przekroczyć 40 pkt., ale po ujemnej stronie. Od tego czasu mamy skoki "na bazie" po 20-30 pkt już nie tylko z dnia na dzień, ale też w czasie sesji.
Ile w tym politycznej niepewności, a ile emocji inwestorów? Dla byków byłoby znacznie lepiej, gdyby była to ta pierwsza wersja, bo zbyt długo polityka inwestorów zajmować nie będzie. Natomiast niedźwiedzie w takim rozchwianiu rynku widzą oznaki formowania szczytu. W tym tygodniu rynek nie rozstrzygnie tej kwestii. Piątkowa sesja nie będzie żadnym wyznacznikiem rynkowej siły/słabości, bo władzę nad kursami przejmą największe fundusze robiące window dressing na koniec kwartału. Trzeba poczekać na impuls do przyszłego tygodnia, mając jednocześnie na uwadze, że im dłużej na tych poziomach będzie trwała konsolidacja, tym większa będzie presja na realizację zysków.