No, dobrze, ale według tych osób ceny, po jakich sprzedawano akcje, były niskie w stosunku do późniejszych notowań, jak było w przypadku dużych prywatyzacji, np.: PKO BP, PGNiG.PKO BP był przygotowywany do sprzedaży poprzez giełdę już od dłuższego czasu. Zaoferowaliśmy inwestorom mniejszościowy pakiet - bank po przeprowadzeniu oferty publicznej nadal miał pozostawać pod kontrolą państwa - uważam, że po dobrej cenie. W załączniku do ustawy budżetowej zaplanowano, że sprzedaż 30% akcji PKO BP da przychody na poziomie 3 mld zł. Tymczasem nam udało się uzyskać dwukrotnie więcej. Uważam, że procesy prywatyzacyjne należy oceniać przede wszystkim pod kątem ich rzetelności czy stosowanych zasad i technik. Jeśli już poddaje się je weryfikacji, to na dzień, w którym została podjęta decyzja. Nigdy bowiem nie wiadomo, jak będzie wyglądała sytuacja na rynku kapitałowym. Przykłady można mnożyć. Weźmy np. WSiP, którego akcje sprzedaliśmy w ofercie publicznej wyżej niż deklarował nam w trakcie negocjacji inwestor strategiczny. Potem kurs wzrósł, by spaść poniżej ceny, po jakiej oferowano akcje. Uważam, że w przypadku Polmosu Białystok inwestor nie zapłaciłby tak wysokiej ceny, gdyby wcześniej nie doszło do debiutu giełdowego spółki. Z kolei w przypadku oferty Grupy Lotos cenę ustaliliśmy w środku widełek, któż mógł przypuszczać, że w miesiącach wakacyjnych nastąpi tak duży wzrost zainteresowania naszym rynkiem, a w ostatnim czasie spółkami paliwowymi.
No, dobrze, ale w trakcie niedawnego debiutu PGNiG wyglądał Pan na zaskoczonego wysokością kursu PDA.
Jeszcze dzień wcześniej analitycy oceniali, że PGNiG zadebiutuje po 3,10-3,50 zł. Tymczasem na otwarciu kurs wyniósł 4 zł. Podkreślam, że analitycy oceniali siłę rynku 22 września, trzy tygodnie po opublikowaniu widełek cenowych, które i tak większość oceniała, że są ustawione zbyt wysoko. Proszę pamiętać, że w ciągu tych trzech tygodni kurs PKN Orlen wzrósł o 24%. Nikt nie był w stanie przewidzieć, że Katrina dokona takich spustoszeń, że wzrośnie przez to popyt na akcje spółek paliwowych i energetycznych. Ale równie dobrze mogło być tak, że ceny na rynkach kapitałowych mogłyby spadać.
Nie obawia się Pan jednak, że ktoś będzie chciał pociągnąć Pana do odpowiedzialności za tę prywatyzację? Zdecydował się Pan, wbrew postulatom opozycji (a przyszłej koalicji), na przeprowadzenie debiutu przed wyborami, do tego uzyskał Pan niską cenę. Choć, jak słyszeliśmy nieoficjalnie, podwyższył Pan widełki cenowe.
To, czy podwyższyłem widełki, nie jest zdaje się tematem tego wywiadu. Co do ceny PGNiG - uważam, że była i jest wysoka. Rynek jest obecnie mocny i wszystkie wskaźniki pokazują, że uzyskaliśmy dobrą cenę. Moim zdaniem, gdyby doszło do debiutu PGNiG w czerwcu, spółka pozyskałaby z emisji mniej niż 2 mld zł. Wrześniowy termin debiutu, okazuje się, był dobrany perfekcyjnie.
Oznacza to, że Pańska zwłoka w podejmowaniu decyzji spowodowała, że spółka zyskała 1,2 mld zł więcej?