Nic wczoraj nie sprzyjało warszawskim bykom. Spadki w USA, spadki w Eurolandzie, spadki na rynkach regionu, spadki amerykańskich obligacji (wzrost rentowności) i w końcu spadki cen ropy. Teoretycznie najmocniej w podsumowaniu sesji widać to ostatnie, bo to właśnie spółki paliwowe zabrały najwięcej punktów z WIG20. Ale to oczywiście wszystkie czynniki razem wzięte spowodowały, że pesymiści doczekali się wczoraj korekty. Negatywne wiadomości podawane osobno nikogo do tej pory nie wzruszały.
Wszystko wskazuje na to, że na razie tylko korekty. Przy tak sprzyjających okolicznościach niedźwiedzie były w stanie zdominować tylko pierwsze 30 minut notowań, a większość inwestorów potraktowała ten poranny spadek jako okazję do uzupełnienia portfeli (zamiana PKN na inne spółki). Po raz kolejny fundusze nie pozwoliły na żadną mocniejszą przecenę. Jak pokazują ostatnie tygodnie, tak płytkie spadki absolutnie nie pozwalają na mówienie o odwrocie, niezależnie z jakich poziomów się zaczynają. Odwrót budowany będzie zapewne bardzo mozolnie i nieraz zobaczymy jeszcze chwilowe rynkowe euforie, nawet jeśli we wtorek mieliśmy ustanowić szczyt hossy. Pierwsza faza odwracania trendu z reguły jest dla niedźwiedzi bardzo "męcząca".
Podsumowując - ja sesji za przełom nie uznaję. Nasz rynek nie wyróżniał się na tle regionu jakąś nadzwyczajną słabością, a jedynie naśladował spadki większości emerging markets. Pozostaje jeden jedyny niesmak - poranne luki bessy zarówno na kontraktach, jak i na indeksie. Nieco wyprzedzając ewentualne negatywne scenariusze, należy założyć, że jeśli nie zakryjemy szybko tej "dziury" i do tego WIG20 kolejną luką zejdzie pod dołki z 23 września, to w październiku szczytów już na pewno nie poprawimy. Na razie to jednak tylko sygnał ostrzegawczy.