Bezpośrednią przyczyną wyprzedaży na amerykańskich giełdach była publikacja wskaźnika sporządzanego przez instytut ISM badającego aktywność w sektorze usług. We wrześniu spadł do 53,3 pkt., z 65 w sierpniu. Analitycy oczekiwali, że wyniesie 60-61 pkt. Wskaźnik spadł do najniższego poziomu od ponad dwóch lat i znalazł się tuż nad granicą 50 punktów, która rozdziela rozwój od regresu w danej branży. Ta publikacja sprawiła, że odżyły dopiero zapomniane lęki, związane z niekorzystnym wpływem na gospodarkę wysokich cen ropy i skutków huraganów (koszty odbudowy umocnią tylko pozycję USA jako głównego światowego dłużnika). Niska wartość wskaźnika usług nałożyła się na wcześniejsze, równie niekorzystne, odczyty wskaźników mierzących nastroje amerykańskich konsumentów - uzmysłowiła inwestorom, że spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego w USA to scenariusz bardzo prawdopodobny. To z kolei zrodziło obawy o przyszłe zyski przedsiębiorstw i napędziło wyprzedaż akcji.
Cierpimy najmocniej
S&P 500 stracił wprawdzie tylko 1,5%, ale w ostatnim czasie wahania kursów na amerykańskim rynku były bardzo niewielkie. Przedwczorajsza przecena jest największą od połowy kwietnia. Sprawiła też, że trend przynajmniej w krótkim terminie zmienił się na spadkowy. Wyprzedaż za Atlantykiem najgłośniejszym echem odbiła się w naszym regionie. To tutaj jeszcze niedawno inwestorzy zagraniczni wręcz wyrywali sobie akcje z portfeli. Najpierw - w zeszłym tygodniu - Węgrzy dali do zrozumienia, że wcale nie spieszą się z wejściem do strefy euro i zapowiedzieli zwiększenie tegorocznego deficytu budżetowego do 6,1% PKB. We wtorek notowania ropy Brent spadły do najniższego poziomu od prawie dwóch miesięcy, co na dobre uruchomiło realizację zysków. Przecena w USA była tylko katalizatorem, który przyspieszył reakcję. Wyprzedaż przyszła tym łatwiej, że tegoroczne zyski z inwestycji na rynkach wschodzących (przede wszystkim w naszym regionie) są w niektórych wypadkach wyrażane liczbami trzycyfrowymi.
W ciągu dwóch ostatnich sesji najmocniej ucierpiały akcje rosyjskie - indeks RTS stracił ponad 10%. Granicę 5-proc. spadku, wśród wskaźników europejskich, przekroczył jeszcze węgierski BUX (-5,6%), polski WIG20 (-5,6%) i praski PX50 (-5,2%). Dojrzałe rynki Starego Kontynentu ucierpiały w dużo mniejszym stopniu, z wyjątkiem tych, na których duże znaczenie mają spółki związane z ropą naftową. 4,8% stracił w ciągu dwóch dni norweski OBX - największy wpływ na wartość indeksu ma energetyczny koncern Statoil.
Co dalej?