Spadek WIG20 do najniższego poziomu od połowy września nie wróży dobrze rynkowi. Poprzednie trzy tygodnie to czas wzmożonej aktywności inwestorów. Wczorajsze notowania pokazały, że mieliśmy do czynienia z dystrybucją akcji. Wszyscy, którzy kupowali papiery od połowy września, przeciętnie licząc są już na minusie. Teraz od ich wiary w możliwość szybkiego powrotu wzrostu i tym samym zarobienia na posiadanych akcjach będzie zależał rozwój wypadków. Jeśli nie znajdą powodów, by je dłużej trzymać, mogą się one potoczyć bardzo szybko. Tylko wczoraj WIG20 zniżkował więcej niż w czasie poprzedniej korekty, jaka miała miejsce w połowie sierpnia. Nie bez znaczenia jest też to, że indeks wrócił poniżej szczytu z I kwartału 2000 r. To wszystko skłania do przypuszczenia, że segment największych firm wszedł w fazę korekty całej ponad 4-miesięcznej zwyżki. To powinno sprowadzić jego wartość przynajmniej do 2250 pkt.

Trwająca od wtorku wyprzedaż powinna na jakiś czas zatrzymać się na wysokości 2370 pkt, gdzie mamy 23,6-proc. zniesienie trwającego od wiosny wzrostu. To, jak będzie wyglądać odbicie od tej bariery, wiele powie o sile rynku. Jeśli kupujący będą mieli duże kłopoty z podnoszeniem wartości indeksu, będzie to oznaka jego słabości. Można jednak przypuszczać, że szybki spadek o ok. 200 pkt (7,8%) zostanie potraktowany przez wielu inwestorów jako okazję do wejścia na rynek, a wiara w hossę natychmiast nie zniknie.

Ocenę perspektyw rynku utrudnia to, że jego zachowanie w ostatnich tygodniach miało bardziej emocjonalny niż racjonalny charakter. Nagła i drastyczna przecena zdaje się potwierdzać, że to nie fundamenty były przyczyną niedawnych rekordów. Wystarczyła iskra w postaci wyraźniejszego spadku w USA, by wyzwolić falę podaży. Była ona tak silna, bo sygnały ostrzegawcze kumulowały się wokół parkietu już od pewnego czasu. Kurs PKN rósł we wrześniu wbrew stojącej w miejscu cenie ropy. Bez echa przechodziły wyprzedaż obligacji oraz umacnianie się dolara na świecie, niesprzyjające rynkom wschodzącym.