Nie sprawdziły się prognozy przewidujące spadek cen miedzi w wyniku tygodniowej świątecznej przerwy w Chinach. Tamtejsze giełdy rzeczywiście były zamknięte, ale jednocześnie doszło do dość poważnych zakłóceń po stronie podaży, co wywindowało cenę miedzi do rekordowego poziomu. Do wzrostu przyczyniły się też zwiększone zakupy funduszy inwestycyjnych.
W minioną niedzielę drugi pod względem wielkości amerykański koncern miedziowy Asarco zamknął na remont swoją hutę Hayden w stanie Arizona. W poniedziałek brak paliwa unieruchomił hutę Mufulira w Zambii należącą do Glencore International. Z kolei kanadyjski potentat tej branży Falconbridge szuka robotników niezrzeszonych w związku zawodowym, którzy zastąpiliby strajkujących pracowników jego zakładów w prowincji Ontario.
Jeszcze przed pojawieniem się wiadomości o tych zakłóceniach dostaw analitycy prognozowali, że w tym roku popyt na miedź przewyższy podaż tego metalu o 150 tys. ton. W rezultacie zapasy miedzi monitorowane przez londyńską giełdę spadły w minionym tygodniu o 15%. Zresztą ceny większości surowców przemysłowych są wysokie i nadal rosną, co zmusza fundusze indeksowe do zwiększonych zakupów.
Kontrakty terminowe na miedź z dostawą za trzy miesiące zdrożały w piątek po południu w Londynie o 28 USD, 0,6%, do 3910 USD za tonę. Na koniec minionego tygodnia kontrakty te kosztowały w Londynie 3769,5 USD, co oznacza zwyżkę ceny w ciągu pięciu sesji o 3,6%.