W komentarzach przed wczorajszą sesją liczyłem na jeszcze jeden spadek cen, który miałby sprowadzić nas przynajmniej do okolic dołka na 2370 pkt. Byłem zdania, że dopiero po takim spadku rynek będzie gotowy do powrotu do trendu wzrostowego. Wczorajsza sesja już na początku potwierdziła moje przypuszczenia, bo po słabym wtorku w USA ceny naszych kontraktów szybko zleciały właśnie do 2370 pkt. Niby powinienem się cieszyć, ale prawdę mówiąc mam pewien niedosyt.
Liczyłem, że rynek naprawdę się czegoś przestraszy i zanim wykona zwrot ku górze, zobaczymy małą panikę. Wczorajszy spadek trudno nazwać paniką. Kursy wprawdzie spadły dość szybko, ale przy małym obrocie. Trzeba też zauważyć, że późniejsze zachowanie rynku trudno określić jako szczególnie silne. Ceny szybko odbiły i przez resztę sesji wahały się w bardzo wąskim przedziale. Przyznam, że liczyłem na większe atrakcje, a zwłaszcza na większą aktywność, która potwierdzałaby zwyżkę cen. Nic takiego nie miało miejsca.
Nadal myślę, że zbliża się moment powrotu do trendu wzrostowego. Przyznam jednak, że wczorajsza końcówka jakoś mnie nie przekonuje. Obawiam się, że zanim faktycznie dojdzie do zwyżki, rynek jeszcze nas jednak przestraszy. Obrót na wczorajszej sesji był śmiesznie mały, a tym samym trudno uznać, że potwierdzał on wzrost, jaki miał miejsce w ostatnich minutach handlu.
Utrzymanie konsolidacji po wzroście od dołka daje pewną przewagę bykom. Nie należy także zapominać o kierunku trendu, który nadal jest wzrostowy. Spadek cen od szczytu o 7% z pewnością nie jest tu wystarczającym sygnałem zmiany tendencji trwającej wiele miesięcy. Czekamy zatem na powrót wzrostu, ale niech nie zaskoczy nas jeszcze jedna akcji podaży. Może dojdzie do testu linii trendu?