Ceny płacone przez amerykańskich konsumentów wzrosły we wrześniu o 1,2%, po półprocentowym wzroście w sierpniu - poinformował w piątek Departament Pracy. Analitycy oczekiwali wzrostu o 0,9%. Tzw. inflacja bazowa, nie uwzględniająca cen energii i żywności, wyniosła 0,1%. Tyle samo co w sierpniu i mniej niż 0,2% przewidywane przez ekonomistów.
Stopa bazowej inflacji nie zwiększa się w USA od marca, co oznacza, że spółkom w niewielkim stopniu udaje się przenosić na konsumentów rosnące koszty energii. Mimo to, zdaniem ekonomistów, Rezerwa Federalna nadal będzie podnosiła stopy procentowe, by nie dopuścić do zakorzenienia się wysokiej inflacji w gospodarce.
W pierwszych trzech kwartałach br. ceny konsumpcyjne wzrosły w USA o 5,1% w stosunku rocznym. To zdecydowanie więcej niż 3,3% w takim samym okresie ub.r. W ciągu 12 miesięcy zakończonych we wrześniu ceny konsumpcyjne wzrosły o 4,7%, najbardziej od maja 1991 r.
Obawy o dużą inflację znalazły już odzwierciedlenie na rynku kapitałowym. Indeksy amerykańskich giełd są na poziomach najniższych od końca sierpnia, a ceny złota biją rekordy. Indeks Standard & Poor's 500 stracił w tym okresie 3,7%, a kontrakty terminowe na złoto zdrożały o 8,3%.
Departament Pracy opublikował w piątek jeszcze jedną niepokojącą informację. Zarobki amerykańskich pracowników po uwzględnieniu inflacji spadły we wrześniu o 1,2%, a w sierpniu o 0,5%. Oznacza to zmniejszenie siły nabywczej konsumentów, co źle wróży prognozom wzrostu gospodarczego.