Po całym praktycznie tygodniu spadków, wczorajsze notowania przyniosły zwyżkę kursów na rynkach wschodzących. Nie ominęła ona naszego regionu, ale na razie trudno jest wzrost interpretować inaczej jak ruch powrotny do przełamanych linii trendu wzrostowego.
Korekta trendu wzrostowego na rynkach wschodzących nie wszędzie przebiega z równą intensywnością. To na razie nie jest jakiś paniczny odwrót od tej klasy aktywów, choć wydarzenia przebiegają dość dynamicznie. Cechą wspólną jest bowiem dość wysoka zmienność kursów. Przebicie wzrostowej linii trendu, która opisywała ostatnią falę wzrostową, jest jednak "specjalnością" naszego regionu. Doszło do niego, oprócz oczywiście WIG20, na wykresach czeskiego PX50, węgierskiego BUX i austriackiego ATX. Powyżej wsparcia utrzymał się rosyjski RTS, turecki ISE 100. Korekta nie ominęła także Południowej Korei, która ma największy udział w indeksach mierzących koniunkturę na rynkach wschodzących. Kospi, choć znalazł się na najniższym poziomie od trzech tygodni, to jednak stracił od szczytu niecałe 4,5%. Zmienność notowań, mierzona wskaźnikiem ATR, jest najwyższa od półtora roku. Być może globalni inwestorzy, po bardzo mocnym wejściu w nasz region, teraz nieco inaczej postanowili rozłożyć akcenty.
Główny powód naszych kłopotów, to znaczy rosnąca rentowność 10-letnich obligacji amerykańskich, nie ustępuje. W zeszłym tygodniu przekroczony został wierzchołek z początku sierpnia i rentowność jest najwyższa od sześciu miesięcy. Z punktu widzenia analizy technicznej to zapowiedź dalszej zwyżki, choć akurat rynek amerykańskich obligacji specjalizuje się w wysyłaniu fałszywych sygnałów kontynuacji trendu. Czy tym razem będzie podobnie, nie przekonamy się zapewne w najbliższym czasie, bowiem w piątek zbudowana została na wykresie rentowności świeca wysokiej fali, która zapowiada
stabilizację notowań (http:/
/stockcharts.com/gallery/? $TNX). Zatem nawet jeśli rozstrzygnięcie będzie niekorzystne dla rynków wschodzących, to na razie mamy jeszcze trochę czasu na zwyżkę.