Reklama

Wiatr w oczy NBP

Spekulanci się tu zwalają, złoty się wzmacnia, aż strach, że trzeba będzie stopy obniżyć

Publikacja: 19.10.2005 08:09

W tym kraju nie da się prowadzić normalnej polityki pieniężnej. Nie da! I już! Co nasze władze monetarne próbują, zaraz coś albo ktoś im to psuje.

Ot, pamiętam, jak jeden z byłych członków RPP opowiadał mi, że u nas inflacja szaleje przez żywność. Wystarczy zła pogoda i plony lecą na pysk. Jak lecą, to wszystko drożeje i trzeba podnosić stopy, żeby inflacja nie podniosła karku. W normalnych krajach to rząd otwiera granice, żywność napływa i ceny spadają, więc ryzyka inflacji nie ma. A u nas... Szkoda gadać. Więc stopy trzeba podnieść.

Innym razem wydawało się już, że sukces jest bliski. Inflacja spadała, stopy były niskie, ale to wszystko poszło w drzazgi z powodu Unii Europejskiej. Nagle wszystko bez powodu zaczęło drożeć. Wiadomo, spekulanci wpadli w amok. NBP bardzo się starał, aby obywatele dawali sygnały o nieuzasadnionym wzroście cen, dzięki czemu można by spekulantów wyłapać. Ale niewiele to dało. Znowu trzeba było podnosić stopy.

Oczywiście, pojawiały się sygnały, że to wszystko krótkotrwałe, że skoro ceny są nadmiernie wywindowane, potem spadną i wszystko wróci do normy. No jasne, ale przecież mogły być efekty drugiej rundy, których skutkiem w trzeciej rundzie mógł być wzrost inflacji, więc rada zadziałała.

Co prawda minister finansów twierdził, że cała ta zwyżka cen spowoduje, że ludzie wydający więcej na żywność, na inne rzeczy wydadzą mniej. No, ale kto by słuchał ministra finansów. Zwłaszcza że on psuje, i to psuje, najwięcej.

Reklama
Reklama

Ot, choćby ostatnio. Zadłuża się za granicą i próbuje tu opchnąć walutę. A jak waluta, to sprzedawana do NBP. W skutek tego tyle pracy poszło na marne, bo w ciągu roku nadpłynność sektora się powiększyła. A poza tym resort sprzedaje waluty na rynku. No wiadomo, jak minister powie, że sprzeda, to zaraz spekulanci się tutaj zwalają z całego świata i liczą na zysk. Swoją drogą, dziwne, że w tym przypadku NBP nie wzywa obywateli do akcji wytykania spekulantów palcem. Pewnie z powodu nieskuteczności tego pomysłu poprzednim razem.

No więc spekulanci się tu zwalają, złoty się wzmacnia, aż strach, że trzeba będzie stopy obniżyć. Nic dziwnego, że wiceprezes NBP Jerzy Pruski daje odpór, piętnując winne tego stanu Ministerstwo Finansów. No bo przecież jasne jest, że jak jakiś inwestor chce kupić coś w Polsce, to może wymienić 1 mld dolarów na złote. No, ale Ministerstwu Finansów tego nie wolno, bo nie jest graczem rynkowym.

Nieważne, że to sam wiceprezes razem z kolegami ze starej RPP takie rozwiązanie podsunął ministerstwu. Kilka lat temu był straszny krzyk, że złoty jest za mocny i że RPP powinna sprzedać trochę z tych swoich piątych pod względem wielkości na świecie rezerw dewizowych. Na co RPP odpowiedziała, że jak ministerstwo chce interwencji, to niech samo sobie interweniuje.

No, ale wtedy chodziło o coś innego - żeby ministerstwo kupowało waluty na obsługę długu w celu osłabienia złotego. A wtedy można by stopy podnieść. No cóż, wytyczne były wprawdzie jasne, tymczasem złośliwy resort robi odwrotnie, do zaleceń się nie stosuje, i jeszcze stopy trzeba będzie obniżać.

Czyli, po prostu, w tym kraju nie da się prowadzić normalnej polityki pieniężnej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama