Ostatnie dwie sesje to odreagowanie indeksu, po głębokim środowym spadku. W ciągu tych dwóch dni WIG20 podążał w bok, tymczasem kontrakty delikatnie rosły, zmniejszając ujemną bazę. Towarzyszył temu spadek LOP. Zjawisko to ma niewielką wartość prognostyczną, świadczy o oczekiwaniu graczy na wzrost. LOP spadł o około 1000 pozycji.
Przekonanie o zakończeniu fali spadkowej bierze się być może stąd, że WIG20 wykonał już pełne pięć fal spadkowych. Początek formacji to 4 października, natomiast jej koniec można wyznaczyć właśnie w środę 19. A jak wiadomo, zwolenników teorii Eliotta w Polsce jest wyjątkowo wielu. Zgodnie z tą teorią, powinniśmy być teraz świadkami trzech fal korekcyjnych, czyli wzrostowych.
Zobaczmy tymczasem, co się działo w trakcie tych ostatnich trzech sesji. Na środowym dołku mieliśmy wyjątkowo wysoki obrót (ponad 1 mld na WIG20), co wskazuje na tzw. wybranie. W czwartek już znacznie wyżej od otwarcia i płaska sesja. W piątek - bocznie z małą zmiennością. Niepokoi, niestety wysoki obrót. O ile w czwartek to całkiem zrozumiałe, bo indeks odbił wyraźnie, a podaż pochodziła wtedy od zaniepokojonych spadkami z dnia poprzedniego, o tyle w piątek przy bezruchu obróciło się aż 890 mln. To stawia pod znakiem zapytania możliwość kontynuacji ledwo zapoczątkowanego wzrostu. Wszak po osiągnięciu dołka rynek powinien być wyprzedany i większej podaży należałoby oczekiwać znacznie wyżej. No chyba, że to nie był jeszcze dołek.
W poniedziałek w przypadku zwycięstwa Tuska należy oczekiwać wzrostu w początkowej fazie sesji. Co będzie potem, to już zależy od siły niedźwiedzi. Być może podaż czeka na to, żeby wyrzucić akcje na fali euforii. Jednak przebicie przez indeks poziomu 2340 pkt może dać kolejne kilkadziesiąt punktów wzrostu.