Analitycy są na ogół zgodni co do tego, że rząd Merkel nie ma innego wyboru, jak zmniejszenie wydatków. W tym celu obaj uczestnicy koalicji muszą wycofać się z przedwyborczych obietnic. Desygnowany na wicekanclerza Franz Muentefering z SPD ujawnił, że w czasie pierwszej rundy rokowań w miniony poniedziałek Merkel zrezygnowała z zapowiadanej obniżki wpływów z podatków, gdyż nie pozwalają na to rozmiary deficytu.

"Stan budżetów publicznych w Niemczech jest wyjątkowo krytyczny. Merkel musi zrobić wszystko, co możliwe, by zmniejszyć deficyt w przyszłym roku" - napisano w comiesięcznym raporcie banku centralnego opublikowanym w miniony piątek. Tymczasem rząd w zeszłym tygodniu obniżył prognozę wzrostu niemieckiej gospodarki na bieżący i przyszły rok. Uzasadniono to wysokimi cenami ropy naftowej. W tym roku PKB ma wzrosnąć o 0,8%, a nie o 1%, jak przewidywano w kwietniu, a w przyszłym o 1,2%, zamiast 1,6%.

Przy wolniejszym wzroście jedynym ratunkiem dla budżetu jest redukcja wydatków. Eksperci obliczyli, że Merkel musi uzgodnić z rządami 16 niemieckich landów redukcję wydatków budżetowych o 30 do 40 mld euro rocznie. Być może obie strony koalicji dojdą do porozumienia w sprawie likwidacji subsydiów dla kupujących domy, co jest największą pozycją wydatków socjalnych rządu. Chadecka opozycja w czasie drugiej kadencji Schroedera dwukrotnie odrzuciła rządowe projekty ustaw znoszących te dotacje.

Pięć tygodni po wyborach parlamentarnych dwie trzecie Niemców nie ma pewności, czy wielka koalicja będzie zgodnie współpracować. 68% respondentów ankiety przeprowadzonej 11 października miało wątpliwości w tej kwestii.

Bloomberg