Rynki wschodzące z naszej części Europy z dużym trudem podnoszą się po ostatniej fali spadkowej. Zwyżka na wykresie BUX zatrzymała się już na ostatniej luce bessy. Wysoki górny cień wczorajszej świecy pokazuje, że z pokonaniem tego oporu mogą być duże trudności. Inna sprawa, że po zapowiedzi zwiększenia deficytu budżetowego w tym i kolejnych latach tamtejszy rynek zachowuje się wyjątkowo słabo. Jeśli znów miałby się stać wyznacznikiem trendu w Warszawie, to pozytywny scenariusz dla naszej giełdy (czyli powrót do długoterminowego trendu wzrostowego lub przynajmniej zwyżka w okolice ostatniego szczytu) stanie pod znakiem zapytania.
Jednym z kluczowych czynników dla zachowania rynków wschodzących w najbliższym czasie będzie dalszy rozwój wzrostowej korekty na wykresie S&P 500. W okolicy 1170-1175 pkt ubite zostało dno. Na razie trudno o nim powiedzieć, że jest twarde, ale najwyższa od dłuższego czasu biała świeca (z 19 października) zbudowana przy najwyższym od dwóch tygodni wolumenie, daje pewną nadzieję na zwyżkę. Żeby jednak wywołać pozytywny oddźwięk na światowych giełdach niezbędne jest pokonanie poziomu 1200 pkt. To tutaj zbiega się spadkowa linia trendu z ostatniego półtora miesiąca, wzrostowa linia trendu obejmująca ostatnie dwa lata i średnia ruchoma z 200 sesji. W trakcie hossy trwającej z różnym natężeniem od ponad dwóch lat wykres indeksu dwukrotnie spadał poniżej średniej z 200 sesji i dwukrotnie wracał powyżej jej poziomu. Jednak w poprzednich wypadkach sama średnia znajdowała się w trendzie wzrostowym - teraz zmieniała kierunek ruchu na horyzontalny. W tym długoterminowym trendzie wzrostowym tak trudne zadanie przed bykami jeszcze nie stało.
Na pozytywny impuls trudno liczyć ze strony giełd europejskich. Niemiecki DAX i francuski
CAC-40, podobnie jak BUX, zatrzymały się na ostatnich lukach bessy. Ciekawie zachował się londyński FT-SE 100, który zyskał 1,3%, choć pod koniec zeszłego tygodnia zostały opublikowane dane świadczące o najwolniejszym od 13 lat tempie wzrostu brytyjskiej gospodarki.