W piątek złoty konsekwentnie tracił na wartości w relacji do głównych walut. Szczególnie emocjonująca była końcówka sesji, kiedy kurs EUR/PLN testował opór 4,00 i w momencie pisania tego komentarza wciąż nie było wiadomo, jakie będzie zamknięcie.

Całokształt czynników działających na rynki układa się w pewną całość. Jako analityk zajmujący się nie tylko walutą, ale także obligacjami narasta we mnie przekonanie, że to, co obserwowaliśmy w końcówce tygodnia na obydwu rynkach, to dopiero początek tego, co nas czeka w kolejnych tygodniach i miesiącach. Jednoznaczne wypowiedzi premiera, jak również braci Kaczyńskich nie pozostawiają wątpliwości, że droga do strefy euro ulegnie znaczącemu wydłużeniu w stosunku do tego, co jeszcze niedawno dyskontowały rynki. Konsekwencje dla obligacji i pośrednio dla złotego są jednoznaczne. Biorąc pod uwagę prawdopodobne ciągłe zamieszanie na scenie politycznej oraz zakusy PiS na osłabienie złotego, perspektywy naszej waluty przedstawiają się negatywnie. Powstaje coroczne pytanie, czy końcówka roku nie przyniesie "tradycyjnej" siły naszym rynkom finansowym i złotemu. Wydaje mi się to coraz mniej prawdopodobne.