- Społeczeństwo podzielone jest na dwie części. Niektórzy mają szlacheckie nazwisko, a niektórzy dążą do szlachetności. Jedni mają szlachecki honor i dają przykład. Drudzy mają wojowniczy honor i oddają się w całości. Paradoks polega na tym, że ci, którzy nie mają szlachetnego nazwiska, zachowują się czasami w sposób bardziej szlachetny od tych, którzy nazywają się szlachetnie.
- Myśli pan, że z nazwiskiem żony zwiększy pan swoje szanse w procesie rekrutacyjnym?
- Tak, na pewno. Doszedłem do tego przekonania, kiedy pierwszy raz przyjechałem do miejscowości, z której pochodzi rodzina mojej żony. Zrozumiałem, jaką siłę dają mocne korzenie. Wiedza, skąd pochodzę, daje wizję, dokąd dojdę, daje mi moc trzymania się własnych zasad. Daje mi wiarę we wzorce moich pradziadków.
Kandydat spodobał mi się. Przedstawiłem go na short liście. Klient długo się wahał między nim a drugim moim kandydatem. W końcu przeważyła wyniosła poza mojego "szlachetnego" kandydata. On przegrał honorowo, czyli szlachetnie. Drugi zaś miał piękny finisz. Wygrał bojowo.
Opisane zdarzenia są fikcyjne.