Stopa procentowa jest jednym z głównych czynników decydujących o koniunkturze w nieruchomościach i budownictwie. W czasach tańszego kredytu pozyskanie kapitału na inwestycje czy zakup nieruchomości są łatwiejsze. To wyraźnie podbija ceny tych ostatnich. Zjawiska tego doświadczamy także na krajowym rynku.
Dobrym przykładem są wahania koniunktury budowlanej w USA w ostatnich dziesięcioleciach. Ogromny spadek budownictwa mieszkaniowego w latach 1979-1982 można bez większych wątpliwości przypisać wysokim stopom procentowym. Cena kredytu hipotecznego była w 1982 roku bardzo wygórowana, jak na tamtejsze realia, i wynosiła ponad 15%. Prawdziwy budowlany boom przeżywali amerykanie w kolejnych latach (szczytowy poziom przypada na rok 1986), kiedy to stopa kredytu spadła do 10%. Gdy w 1990 roku nastąpiło spowolnienie wzrostu gospodarczego, kryzys w budownictwie był jeszcze większy, a Fed podjął decyzję obniżeniu stóp poniżej 9%, co stanowiło najniższy poziom od początku lat 70. Reakcją na to był swoisty boom w branży budowlanej, który w opinii dzisiejszych ekspertów bardzo przyczynił się do przełamania recesji.
UE też pomaga
Nie tylko rekordowo niskie stopy procentowe są przyczyną ożywienia na rynku nieruchomości. Dobrej koniunkturze sprzyja też proces konwergencji, czyli wyrównywania cen i poziomu życia pomiędzy mieszkańcami Polski a tzw. starej Unii. Odbija się to między innymi na wysokości płac, które jeszcze na początku lat 90. wynosiły średnio 80 dolarów. Dziś przeciętny Kowalski zarabia już 750 USD. Także rynek nieruchomości po wstąpieniu danego państwa do UE zaczyna się gwałtownie rozwijać. Opublikowany niedawno w "The Economist" raport "House prices" wykazuje, że wzrost cen po akcesji jest błyskawiczny. Autorzy zebrali informacje o cenach dla lat 1980-2001 w 13 rozwiniętych krajach. Na ich podstawie dowiedli, że wzrost wartości nieruchomości także jest niemal błyskawiczny. Największą zwyżkę cen odnotowano w Hiszpanii, bo aż o 124%. Mocno podrożały nieruchomości w Wielkiej Brytanii i Irlandii - o 90%, a niemało także w Holandii - o 66%. Zjawisko to przybrało jeszcze większą skalę w miastach: w Dublinie ceny skoczyły o 207%, natomiast w Madrycie o 149%. Powyższe dane stanowią uśrednione informacje z agencji nieruchomości w poszczególnych państwach. Przedstawiają realny wzrost uwzględniający inflację, i choć nie są w pełni obiektywne, to dają szeroki pogląd na sprawę.
Teraz w cenie jednej kawalerki w Londynie można kupić w Polsce pokaźny dwupoziomowy apartament, a następnie jeszcze go wykończyć. Dlatego też zainteresowanie lokalami mieszkalnymi ze strony sąsiadów z UE jest w Polsce bardzo duże i na dodatek ciągle rośnie. Niestety, w 2008 roku stawka VAT na mieszkania ma wzrosnąć z 7% do 22%, co może spowodować załamanie się rozwoju rynku. Taką sytuację przetestowano już w Budapeszcie, gdy stawka podatku wzrosła do 25%. Analitycy sugerują jednak, że nawet jeśli mieszkaniówka przeżyje kryzys, to w długim terminie wróci na drogę rozwoju, a ceny znów będą rosnąć o 5-12% rocznie, jak oceniają specjaliści.