Wystarczyły dwie sesje, by ceny złota w Nowym Jorku wystrzeliły o 3,5% i przebiły tegoroczny szczyt z początku października. Po wczorajszej zwyżce o 6,6 USD, uncja kruszcu kosztowała już 485,7 USD. To nie tylko najwięcej w tym roku, ale też najwięcej od prawie osiemnastu lat (dokładnie od stycznia 1988 r.). W tym roku złoto zdrożało o ok. 13%.

Branżowa organizacja World Gold Council podała wczoraj, że w trzecim kwartale inwestycje w złoto wzrosły o 56% w porównaniu z zeszłym rokiem, do 118 ton.

Inwestorzy kupują złoto na potęgę, szukając alternatywy dla niepewnych lokat w papiery wartościowe. Chcą się też zabezpieczyć przed inflacją. Ponad 10-dolarowy skok ceny - najmocniejszy od zamachów na World Trade Center - odnotowano w środę, kiedy w Stanach ukazała się informacja, że ceny konsumentów podniosły się tam w październiku o 0,2%. Do większego popytu przyczyniła się też zwyżka notowań ropy naftowej.

Zdaniem dilerów, ceny złota najprawdopodobniej jeszcze wzrosną. Są bliskie psychologicznej bariery 500 USD za uncję i rynek będzie chciał przetestować ten poziom. Do rekordu na razie jednak daleko. W 1980 r., kiedy Stany zmagały się z inflacją sięgającą 12% rocznie, za uncję płacono 873 USD. Na wyobraźnię mogą też działać doniesienia o potwierdzonych w Chinach przypadkach zarażenia ludzi ptasią grypą. Analitycy przewidują spore zawirowania na rynku finansowym, jeśli wybuchłaby epidemia. Inwestorzy wierzą, że złoto pozwoli się przed nimi uchronić.