Chińskie władze wszelkimi sposobami chcą nakręcić koniunkturę na krajowym rynku akcji. W tym roku indeks giełdy w Szanghaju spadł o 10%, podobnie zniżkuje wskaźnik parkietu w Shenzen. Chiny odstają od innych rynków azjatyckich, których wskaźniki giełdowe w tym roku wzrosły średnio o kilkanaście procent.

Władze liczą na inwestorów zagranicznych, dlatego co chwilę rozluźniają regulacje. Najnowszy pomysł to skrócenie czasu, w jakim zagraniczne fundusze inwestycyjne muszą trzymać chińskie akcje w portfelu. Zamiast roku, będą to trzy miesiące. - Chcemy podnieść standardy rynku i uczynić go bardziej konkurencyjnym w skali globalnej - zapowiedział Qi Bin, przedstawiciel chińskiej Komisji Papierów Wartościowych i Regulacji.

Po piątkowym zatwierdzeniu dwóch nowych podmiotów - AIG Global Investment i Temasek Holdings - akcjami na chińskich giełdach mogą handlować już 32 instytucje. Qi Bin obiecuje, że zostanie przyspieszony proces przyznawania licencji i zmniejszone wymagania dla firm (teraz muszą m.in. mieć co najmniej 10 mld USD w aktywach i 50 mln USD do zainwestowania), tak by wkrótce ta liczba jeszcze się zwiększyła.

Chińczycy liczą, że dzięki długoterminowym lokatom w akcje ze strony zagranicznych funduszy inwestycyjnych, funduszy emerytalnych czy ubezpieczycieli da się zapobiec dalszym zniżkom na rynku. W tym roku indeksy spadają, ponieważ rząd zapowiedział, że na rynek trafi ogromna liczba akcji spółek, które są już na giełdach, ale w których państwo ma większość udziałów.

Bloomberg