Nie pamiętam już, kiedy ostatnio mieliśmy dodatnią bazę. W każdym razie w tym roku to wielka rzadkość. Taka sytuacja skłania do refleksji.

Najpierw jej geneza. Od 3 listopada indeks podążał w wąskim kanale. W tym czasie narastała liczba otwartych pozycji. W tym tygodniu pobite zostały rekordy wszech czasów, LOP sięgnęła niemal 40 tysięcy. Spodziewać się należało zatem mocnego wybicia. Dodajmy, że w trakcie konsolidacji większość graczy obstawiała na spadek - nie muszę chyba przypominać dlaczego - baza była na sporym minusie. Indeks znajdował się pod przełamaną w październiku linią trendu wzrostowego, a sytuacja polityczna jest znana. Zastanawiać musiał fakt, że po pierwszym nieudanym ataku (4 listopada) na tę linię nie nastąpiła znaczna zniżka WIG20, choćby w okolice 2380 pkt. Indeks rozpoczął konsolidację ciut poniżej tej ważnej linii. Czwartkowe wybicie w górę było sporym zaskoczeniem dla niedźwiedzi. Zareagowały one zamykaniem krótkich pozycji. W efekcie LOP zaczął wreszcie spadać, a baza znacznie zbliżyła się do zera.

Pomimo wybicia dalszy kierunek ruchu pozostaje zagadką. W piątek otwarcie indeksu wyniosło go równiutko na główną linię trendu, czyli aktualnie oporu. Atak nie udał się. Zauważmy, że linia ta biegnie dość stromo w górę i choć to nietypowe, możemy mieć taką sytuację, że indeks będzie rósł pod linią. Potrzeba zaledwie dwóch tygodni, aby osiągnęła ona maksima na 2250 pkt.

Skoro kontrakty częściej się mylą, można by z dodatniej bazy wysnuć wniosek, że to szczyt. Ten "wskaźnik" jest teraz mylący. Nie ma tu nic do rzeczy, bo LOP napiął wcześniej strunę do granic wytrzymałości i to są efekty jej pęknięcia.