Do takich wniosków doszli naukowcy z Harvard Business School.
Według autora badań - profesora Michaela Portera (byłego doradcy ekonomicznego Kongresu i Białego Domu), wyniki badań zaprzeczają obiegowemu stereotypowi, że imigranci przyczyniają się do degradacji wielkomiejskich gett (tzw. inner cities) oraz że stanowią obciążenie dla lokalnych gospodarek. Badania Harvardu wskazują na coś zupełnie przeciwnego: 5,5 miliona imigrantów, żyjących w centrach wielkich miast w USA, stanowi katalizator ekonomicznego rozwoju. To ciekawa konkluzja, zwłaszcza w kontekście trwającej w USA dyskusji na temat kosztów imigracji (zarówno legalnej, jak i nielegalnej), oraz rozruchów we Francji wywoływanych przez rozczarowanych imigrantów z wielkomiejskich gett.
Porter zbadał 100 największych organizmów miejskich przeżywających poważne problemy ekonomiczne, w których wskaźnik ubóstwa przekraczał 20%. Miasta o dużej populacji imigrantów radziły sobie dużo lepiej niż społeczności o niższej populacji ludności napływowej, co ma wpływ na całą gospodarkę USA. Drobny biznes w centrach wielkich aglomeracji daje bowiem 8,1 mln miejsc pracy, czyli około 8% całego zatrudnienia w sektorze prywatnym. - Imigranci zmieniają wizerunek przedsiębiorczości w inner cities - mówi Porter, - Dają wielkomiejskim gettom zastrzyk gospodarczej energii - dodał.
Wskaźnik wzrostu liczby miejsc pracy w inner cities o dużej liczbie cudzoziemców był w 10 badanych miastach wyższy niż w całych wielkomiejskich aglomeracjach. Wyższe było także tempo wzrostu wynagrodzeń. W latach 1995-2003 realna płaca zwiększyła się w centrach miast o 1,8%, do 39,3 tys. USD rocznie, podczas gdy dla całych aglomeracji wskaźnik wyniósł 1,7%. Porter objął badaniami przede wszystkim miasta o największym odsetku imigrantów: Anaheim, Long Beach, Oakland i San Jose w Kalifornii, Jersey City w New Jersey, Tulsa oraz St. Petersburg na Florydzie, Winston-Salem w Karolinie Północnej oraz Portland w Oregonie.
Według Portera, obecność imigrantów jest jednak tylko jednym z czynników sprzyjających rozwojowi gospodarczemu miast. Ważna jest także sprawna lokalna administracja, wewnętrzne regulacje dotyczące funkcjonowania biznesów, a także lokalny system oświaty, pozwalający na szkolenie pracowników. Zdaniem Portera, trudno jest wyobrazić sobie sprawnie funkcjonujące miasta bez dużego kapitału zatrudniającego wielu pracowników - wielkich centrów transportowych i dystrybucyjnych, ośrodków handlowych, wyższych uczelni, kin, sal koncertowych i hal sportowych. To ta grupa pracowników stanowi w społecznościach inner cities niezbędny łącznik z amerykańską (i globalną) gospodarką, przyczyniając się do wzrostu płac i wzrostu ekonomicznego. - Duże spółki działające w aglomeracjach mają ogromny wpływ na lokalną ekonomię - mówi Porter.