W dniu, w którym nie ma sesji w USA, jakby z założenia niewiele się dzieje. Tak było i wczoraj. Wprawdzie zmiana cen może sugerować, coś innego, jednak świadomość, że dokonała się ona przy znikomej aktywności sprawia iż nikt się tym za bardzo ruchem cen nie przejmuje.

Notowania rozpoczęły się do zwyżki, co można uznać za reakcję na kolejną wzrostową sesję za oceanem. Także i tym razem ta reakcja sprowadziła się jedynie do poziomu otwarcia. Później przeważyły już nasze wewnętrzne sprawy. W efekcie, po chwilowym wzroście, ceny weszły w konsolidację, by po południu zacząć spadać. Tuż po 14: 00 zaliczyliśmy lokalny dołek, ale odbicie, jakie później nastąpiło nie wróży niczego dobrego.

Mimo tego spadku cen sesja nie wniosła niczego nowego do obrazu rynku. Środowy wzrost był mało wiarygodny za sprawą niskiej aktywności oraz spadku LOP. Te same czynniki zmniejszają wiarygodność wczorajszej zniżki. Technicznie pozostajemy w tym samym miejscu. Mamy tylko za sobą dwa dni notowań bez udziału poważnych graczy.

Patrząc na kształt wykresu cały czas kluczowym pozostaje poziom konsolidacji, z której udało się nam wyrwać przed tygodniem. Jak się okazało, na krótko. Zejście cen pod to wsparcie byłoby poważnym sygnałem słabości rynku i otwierałoby drogę do ponownego zbliżenia się do dołków z drugiej połowy października.

Wprawdzie za wcześnie jeszcze na poważne wnioski, ale musze przyznać, że tempo zmian cen jest dość powolne. Zbyt powolne jak na koniec hossy, którego się spodziewałem. Powoli zastanawiam się, czy ta korekta nie potrwa nieco dłużej. Na więcej szczegółów w analizie przyjdzie czas po zakończeniu tego tygodnia.