Piątkowa sesja na rynku terminowym nie należała do najciekawszych. Przez większość dnia grudniowe kontrakty na indeks WIG20 oscylowały wokół poziomu z czwartkowego zamknięcia (2463 pkt). Dopiero w samej końcówce, gdy po otwarciu zaczęły spadać amerykański indeksy, ożywiła się podaż. W efekcie kontrakt FW20Z5 zakończył dzień 10-pkt spadkiem (2453 pkt).
Piątkowy spadek kontraktów przełożył się na wyrysowanie czarnej szpulki na wykresie dziennym. Pomijając delikatne pogorszenie sytuacji na podstawowych wskaźnikach, korpus ten nie zmienia układu sił na rynku. Tym samym w dalszym ciągu nie wiadomo, czy rozpoczęte w poniedziałek spadki to tylko korekta przed atakiem na opór, jaki na poziomie 2538 pkt tworzy szczyt z 4 października? Czy też może odbicie od wspomnianej bariery podażowej, które w przyszłości doprowadzi do utworzenia średnioterminowej formacji podwójnego szczytu z linią szyi na 2260 pkt, co będzie jednoznaczne z wygenerowaniem silnego sygnału sprzedaży?
Kwestii tej nie rozstrzyga również analiza wykresu tygodniowego. Co prawda, dominacja popytu oraz nieudana próba stworzenia w tym tygodniu świecowej formacji odwrócenia trendu zdecydowanie przemawiają na korzyść byków. Jednak negatywne dywergencje, jak również utrzymujące się sygnały sprzedaży na niektórych wskaźnikach, każą zachować ostrożność.
W obecnej sytuacji wyjściem jest trzymanie się starej giełdowej maksymy, że trend trwa dopóki, dopóty nie pojawią się sygnały jego zakończenia. A takich sygnałów na razie nie ma. Stąd też wciąż preferowane są długie pozycje, a przełamanie 2538 pkt wydaje się bardziej prawdopodobne niż spadek poniżej 2260 pkt. Jednak ostrożność jest wskazana. Zwłaszcza teraz, gdy większość graczy oczekuje zwyżki charakterystycznej dla końca roku.