Kolejna sesja na straty. Niestety, tak ułożył się giełdowy kalendarz, że listopad nie służy rozpoczęciu jakiegoś trwalszego ruchu - albo przebywamy w spokojnej konsolidacji, albo mamy nerwowe wahania, które na następnych sesjach są odwracane. Wczoraj odwracaliśmy poniedziałkowe nadzieje, że wejście Słowacji do ERM-2 może coś zmienić na pozostałych rynkach regionu. Zmieniło jedynie nastroje, a to, jak wiemy, nie jest trwały argument. Już we wtorek wszystkie rynki regionu były wyraźnie słabsze od zachodnich parkietów.

O dalszych ich losach zadecydują dwie kwestie. Po pierwsze, seria danych makro, która jeśli wpłynie na amerykańskie obligacje, to natychmiast znajdzie to odbicie na emerging markets. Taką zależność dość łatwo było zauważyć w ostatnich miesiącach. Każdy spadek rentowności obligacji w Stanach będzie poprawiać nastroje, trochę niezależnie od tego, jak na dane zareagują amerykańskie indeksy. Stąd wniosek, że wczorajsze dane z rynku nieruchomości i wskaźnik zaufania konsumentów nie są (trochę paradoksalnie) tak jednoznacznie pozytywne dla GPW.

Drugi czynnik to ropa. Jak ważna to zmienna, przekonali się wczoraj węgierscy inwestorzy, którzy mimo faktu, że dostali świetne i zaskakujące dane o PKB Węgier (plus pozytywne rewizje za poprzednie kwartały), to m.in. właśnie spadająca ropa ciągnąca za sobą spółki paliwowe nie pozwoliła na żadną pozytywną reakcję. Jeśli chodzi o nasze PKB, to nieco lepsze dane nic nie zmieniają. Większość oczekiwała braku obniżki stóp i wczorajsza publikacja taką decyzję wręcz wymusza. Dylematem może być teraz tylko nastawienie w polityce pieniężnej, ale z racji, że ten instrument zbyt często fałszował, a do tego trafi w przyszłym roku do lamusa, to uwaga rynku skupi się faktycznie tylko na wydźwięku komunikatu.