W amerykańskiej gospodarce przybyło w listopadzie 215 tys. miejsc pracy. Najwięcej od lipca br. i o 5 tys. więcej niż prognozowano. Przy okazji Departament Pracy skorygował o 13 tys. w górę raporty o zatrudnieniu we wrześniu i w październiku.
Tak znaczącej poprawy na rynku pracy można się było spodziewać po informacjach o wzroście PKB w III kw. aż o 4,3% i o zwiększeniu się wydatków konsumpcyjnych o 4,2% w porównaniu z takim samym okresem ub.r. Tak duże przyspieszenie amerykańska gospodarka odnotowała w okresie, gdy południowe wybrzeże kraju nawiedziły dwa potężne huragany.
Listopadowy wzrost liczby miejsc pracy dowodzi, że w większości przywróciły już działalność firmy znad Zatoki Meksykańskiej. W rezultacie należy oczekiwać dalszego wzrostu wydatków konsumpcyjnych, a przy wysokich kosztach paliwa i ogrzewania, większych nacisków na podwyżki płac.
W sumie wszystko to oznacza wzmożoną presję inflacyjną i niemal zmusza bank centralny do dalszego podnoszenia stóp procentowych. Ekonomiści i analitycy są zgodni co do tego, że na najbliższym posiedzeniu Rezerwy Federalnej, zaplanowanym na 13 grudnia, podstawowa stopa wzrośnie do 4,25%.
W listopadzie najwięcej miejsc pracy przybyło w szeroko pojętych usługach, czyli w handlu, bankach i agendach rządowych - w sumie 165 tys. O 11 tys. więcej osób pracowało w fabrykach. W sektorze przemysłowym sytuacja może się jednak pogorszyć, gdy do zapowiadanych redukcji przystąpią General Motors i Ford. GM zapowiedział zamknięcie 12 fabryk i zwolnienie 30 tys. pracowników.