Była to bodaj najważniejsza sesja od wielu tygodni. Indeks otwierając się dużą, 30-pkt luką w okolicy 2570 pkt, czyli ponad historycznym maksimum, dał wyraźny sygnał, że bój będzie się toczył o wybicie ponad niedawne szczyty.
Przez pierwsze półtorej godziny niewiele się jednak działo. Chwilę po 11.00 indeks runął w dół w kierunku porannej luki. Radość niedźwiedzi nie trwała jednak długo. Po 30 minutach spadania podaż skończyła się i rozpoczął się systematyczny wzrost, znów do poziomu 2570 pkt. Między 14.00 a 16.00 ważyły się losy trendu na najbliższe dni. Indeks oscylował wokół wartości 2564 pkt i co niektórzy nerwowo odliczali każdy punkt: przebije - nie przebije. Byki niepokoić musiały niezbyt duże obroty, co przemawiało za mało wiarygodnym wybiciem.
Wątpliwości zostały rozwiane rzutem na taśmę na końcowym fixingu. Popyt uderzył tu już zdecydowanie, bo kupujący także czekali z gotówką na końcowy efekt walki z oporem. Obrót znacznie się podniósł dochodząc do 802 mln zł dla papierów z WIG20. Na samym zamknięciu indeks zyskał 10 pkt.
Wiele przemawia za tym, że czeka nas silny wzrost przynajmniej na poniedziałkowej sesji. Duży, niemal rekordowy LOP kontaktów świadczy o tym, że ten ruch jeszcze się nie zakończył. Nie za duży wolumen obrotu dla WIG20 pokazuje brak większej podaży na aktualnych poziomach. Wreszcie wybicie wywoła zapewne euforię, która pociągnie za sobą wzmożone zakupy. Dolne cienie świec WIG20 od początku listopada utworzyły hiperbolę. Ewentualna euforia znakomicie wpisuje się w jej wykres! Zaryzykowałbym prognozę, że ruch w jej ramach będzie kontynuowany w poniedziałek. Lecz pamiętajmy, że po dużym przyspieszeniu nastąpi gwałtowna korekta.